czwartek, 11 kwietnia 2019

"Magiczne lata"- R. McCammon




"Magiczne lata"
Robert McCammon
Tytuł oryginalny: "Boy's Life"
Tłumaczenie: Maria Grabska-Ryńska
Wydanie I w tej edycji
Papierowy Księżyc, Słupsk 2012
ISBN: 9788361386155

nr 16 na liście "Książek przeczytanych w 2019 r."








"Nie śpiesz się do dorosłości. Staraj się pozostać chłopcem tak długo, jak to możliwe, bo gdy raz stracisz moc magii, na zawsze pozostaniesz żebrakiem szukających jej okruchów."
~Robert McCammon, "Magiczne lata"


O "Magicznych latach" dowiedziałam się całkiem niedawno, przy okazji poszerzania swojej wiedzy o serialu "Stranger Things", którego twórcy inspirowali się tą powieścią. Z miejsca zakupiłam własny egzemplarz i zabrałam się do czytania. 

Książka ta przenosi nas w lata sześćdziesiąte do małego miasteczka Zephyr w Alabamie. Głównym bohaterem jest dwunastoletni Cory. Wiedzie spokojne życie wypełnione rowerowymi rajdami, szkołą, szczekaniem psów i spotkaniami z przyjaciółmi. Pewnego dnia, pomagając ojcu rozwozić mleko, jest światkiem tajemniczego wypadku: w głąb miejscowego jeziora stacza się samochód z zamkniętymi wewnątrz zmasakrowanymi zwłokami. Myśl, że w Zephyr ukrywa się morderca nie daje mu spokoju i na własną rękę stara się odszukać sprawcę zbrodni. Ta opowieść jest swoistym połączeniem grozy, kryminału, fantastyki i opowieści obyczajowej, które w interesujący sposób łączą się ze sobą i zaskakują czytelnika nie raz. 

Już od pierwszych rozdziałów poczułam ten słynny czar "Magicznych lat". Zostałam uwiedziona sielankowością, małomiasteczkowością w pozytywnym wydźwięku. Zephyr już na pierwszy rzut oka jest niezwykle przytulne, bezpieczne, samowystarczalne i przyjazne. Skrywa w sobie większe i mniejsze tajemnice, zakorzenione legendy czy sekretne obrządki. Czułam się tam cudownie, zupełnie jak za starych, dobrych, dziecinnych lat. Dużym atutem jest narracja pierwszoosobowa zmieniająca powieść w kronikę z życia Cory'ego. Świat widziany jego oczami, przez pryzmat zaledwie dwunastu lat wygląda trochę inaczej i nie jest tak oczywisty jak świat dorosłego człowieka. Sama fabuła jest wielowątkowa i wielopoziomowa. Zwyczajna codzienność sprawnie przeplata się z poszukiwaniem mordercy, wypadkami losowymi czy spotkaniami z legendarnymi istotami. Autor w umiejętny sposób wiąże ze sobą realizm i fikcję balansując na cienkiej granicy prawdopodobieństwa zdarzeń. Czasem zadawałam sobie pytanie czy to co się przed chwilą stało było prawdopodobne? A może to tylko Cory'ego poniosła wyobraźnia? Dzięki takim zabiegom jeszcze bardziej wtopiłam się w akcję. Zwłaszcza, że autor w kunsztowny sposób igrał z napięciem. Czasem zagęszczał akcję, sprawiał, że nie mogłam się oderwać, by za chwilę zwolnić i dać odpocząć emocjom. 
Jak już wspomniałam powieść ta jest wielopoziomowa. Tuż pod pierwszoplanową, mroczną warstwą sensacyjną, znajdziemy pełną emocji opowieść o dorastaniu i dojrzewaniu, umieszczoną na tle gasnących miasteczek Ameryki lat sześćdziesiątych XX wieku. Bohaterowie przedstawiają sobą wachlarz emocji, są pełnowymiarowi i nieszablonowi. 

"Magiczne lata" są jedną z tych powieści, do których wraca się z niemałą nutką wzruszenia. W niezwykły sposób wyzwala w czytelniku wspomnienia dawnych lat, w których świat każdego dnia był wyjątkowy. Czaruje i uwodzi bogatym obyczajowym tłem, zapiera dech mroczną, kryminalną fabułą i przykuwa uwagę niezwykłą narracją. Moim zdaniem jest to genialna i dopracowana do najmniejszych szczegółów, pełna ciepła i mądrości sentymentalna podróż, którą warto odbyć. Osobiście jestem oczarowana i z ogromną przyjemnością powrócę do niej nie raz. Ze swojej strony daję 10/10. I polecam!!!

Pozdrawiam
ZaBOOKowana

piątek, 5 kwietnia 2019

"Nie otwieraj oczu"- J. Malerman




"Nie otwieraj oczu"
Josh Malerman
Tytuł oryginalny: "Bird Box"
Tłumaczenie: Paulina Broma
Wydanie I
Czarna owca, Warszawa 2019
ISBN: 9788380159693

nr 18 na liście "Książek przeczytanych w 2019 r."








Wybaczcie, że pisuję tak rzadko. Niestety przez ostatni miesiąc dzielę swój czas pomiędzy przygotowania ślubne, pracę i codzienność, a każdą wolną chwilę staram się spędzać z nosem w książkach, by nie zwariować :). Spotkałam wiele ciekawych pozycji, o których mam cichą nadzieję Wam niebawem opowiedzieć. Dziś jednak chciałabym skupić się na jednej, która nie tak dawno spędziła mi sen z powiek. Sami zobaczcie dlaczego.

Wyobraźcie sobie rzeczywistość, w której nie możemy posługiwać się naszym głównym zmysłem- wzrokiem. Twoje oczy osłania opaska, którą zdjąć możesz tylko w bezpiecznym domu. Otacza cię mrok, a uszy atakują dźwięki, które dopiero uczysz się rozróżniać. Pięć lat temu pojawiło się tajemnicze COŚ . Nikt nie wie, co to jest, ani  skąd się wzięło. Wiadomo tylko, że wystarczy jedno spojrzenie, by doprowadzić człowieka do ataku przemocy i samobójstwa. Pozostała garstka ocalałych, a wśród nich Malorie z dwojgiem dzieci. Kobieta decyduje się na niebezpieczną podróż rzeką, w kompletnej ciemności, mając nadzieję, że odnajdzie bezpieczny dom. Mimo, że w Stanach Zjednoczonych książka ta została wydana w maju 2014 roku, to w Polsce o "Nie otwieraj oczu" zrobiło się głośno dopiero przy okazji premiery pełnometrażowej ekranizacji wyprodukowanej przez Netflix.

Trochę sceptycznie popatruję na wszelkie listy bestsellerowe i tak też było z "Nie otwieraj oczu". Chwyciłam ją, niewiele oczekując i jakie było moje zdziwienie gdy utonęłam bez reszty. Już od pierwszych rozdziałów książki można zauważyć, że narracja jest prowadzona dwutorowo. Jednocześnie widzimy zmagania Malorie w czasie rzeczywistym oraz retrospekcje sięgające początków apokalipsy. Skrawkami wydzierane informacje powoli układają się w całość, a reszty grozy dopełnia własna wyobraźnia. Ta forma narracji sprawiła, że całą sobą weszłam w ten świat nie pozostając tylko obserwatorem. Stałam się jedną z ocalałych, dokonywałam wyborów i co najważniejsze bałam się. Na samą myśl o życiu w mroku do teraz przechodzą mnie ciarki. Prosty, lecz malowniczy język i wartka fabuła wciągnęła mnie usadawiając w środku akcji. Jednocześnie pozostawiła sporo pola dla wyobraźni, by ta wykraczała poza ramy książki i błądziła po nowym, mrocznym świecie. Kolejnym atutem książki są bohaterowie - zróżnicowani, nieszablonowi, mają dynamiczną osobowość. Jak przez lupę mogłam obserwować zmiany zachodzące w głównej bohaterce, jej rozterki, rozdarcie pomiędzy chęcią pokazania dzieciom prawdziwego świata, a dbaniem o ich bezpieczeństwo, surowość wymuszona instynktem przetrwania.

"Nie otwieraj oczu" zalicza się do gatunku horror/groza, ale czy straszy? Otóż nie do końca. Nie znajdziemy tu opisów krwawych mordów, szaleńca goniącego turystów po lesie czy potworów zjadających ludzinę na deser. W tym wypadku zagrożenia nie da się tak łatwo zidentyfikować. COŚ miesza ludziom w głowach. Istoty? Promieniowanie? Mamy do dyspozycji jedynie teorie. Wiadomo tylko, że to COŚ zabrało człowiekowi jego podstawową broń- zmysł wzroku, wtrącając go do całkiem nowego, groźnego świata, w którym dopiero uczy się funkcjonować. Bezbronność, ciągły lęk, wzmożona czujność i świadomość ciągłego zagrożenia sprawiły, że chwilami naprawdę się bałam.

Jako, że jestem istotą ciekawską, krótko po przeczytaniu książki postanowiłam sięgnąć po ekranizację. Nie oczekiwałam zbyt wiele i nawet nie czuję się nadmiernie rozczarowana. Scenariusz filmu zasięgnął z książki jedynie szkielet fabuły, twórcy wypełnili go swobodnie kreatywną, sztucznie udramatyzowaną treścią zmieniając całość pod modłę dobrze sprzedającego się filmu. Mamy dobrą obsadę, mamy romans, tragedię, walki, karambole, ale niewiele ma to wspólnego z pierwotną opowieścią. Z drugiej strony cieszę się, że ten szablonowy, mocno wypromowany film sprawił, że książka Josha Malermana trafiła na polski rynek.

Podsumowując. "Nie otwieraj oczu"jest książką, którą docenią miłośnicy nieoczywistej literatury grozy oraz postapo. Choć brakuje jej trochę do mistrzów gatunku, to trzyma dobry poziom i szybko się ją czyta. Jedyne co mogę zarzucić fabule to brak crescendo przy końcu, ale to już oceńcie sami ;)
Z mojej strony polecam i subiektywnie daję 7/10.

Pozdrawiam
ZaBOOKowana

piątek, 15 lutego 2019

"Moja Lady Jane"- C. Hand, B. Ashton, J. Meadows



"Moja Lady Jane"
Cynthia Hand, Jodi Meadows i Brodi Ashton
Tłumaczenie: Maciej Pawlak
Wydanie I
Sine Qua Non, Kraków 2017
ISBN 9788365836182


nr 2 na liście "Książek czytanych w 2019"

dodatkowa pozycja z wyzwania: "10 książek, które chciałam przeczytać ale nie było kiedy"

#wyzwanielubimyczytać2019 Styczeń




"Moja lady Jane" jest pierwszą wspólną powieścią trzech przyjaciółek-autorek. Panie wzięły na warsztat prawdziwą historię krótkiego, lecz burzliwego życia lady Jane Grey i stworzyły jej fantastyczno-humorystyczną wariację. Czy ten eksperyment się udał? Przekonajcie się sami :)

Już od od pierwszych stron autorki zjednały sobie moją sympatię. Ich szczere postawienie kawy na ławę i otwarte stwierdzenie: historia lady Jane była taka, ale my opowiemy Ci lepszą, kupiła mnie doszczętnie. Uwielbiam prostolinijność i bezpośredniość wobec czytelnika, zwłaszcza jeśli jest okraszona humorem i lekkością. Sam pomysł wyciągnięcia kawałka burzliwej historii, odarcia jej z tragicznych wydarzeń, wrzucenia do fantastycznego, pełnego magii świata i zawarcia w książce młodzieżowej już na pierwszy rzut oka wydaje się intrygujący. Przy takim eksperymencie wiele zależy od wykonania, a w tym wypadku panie podołały w 100%. Fabuła płynie wartko, jest lekka, spójna, zabawna. Postaci pełne, choć niezbyt dynamiczne, ale świetnie wkomponowane w całokształt powieści. Bardzo mi się podobało, że mimo iż jest to literatura młodzieżowa, to nie trąciła ckliwością i tanią lukrową romantycznością. Czytałam tę opowieść z niezwykłą przyjemnością.

Podsumowując. Eksperyment obejmujący alternatywną wersję losów lady Jane się udał. Panie stworzyły nietuzinkową powieść młodzieżową pełną zwrotów akcji, lekką, zabawną oraz co najważniejsze- nieprzesłodzoną. "Moja lady Jane" nadaje się idealnie na spokojne, relaksacyjne wieczory, na wszelaką chandrę oraz jako przerywnik pomiędzy ambitniejszymi tytułami. Co ciekawe autorki wzięły na warsztat również postacie takie jak Jane Eyre("Moja Jane Eyre" wyd. w sierpniu 2018r) czy Calamity Jane (planowana  na czerwiec 2020r). Ja bawiłam się świetnie i obiecuję, że jak tylko zapoznam się powieścią Charlotte Brontë, postaram się sięgnąć także po jej wersję alternatywną. Ze swojej subiektywnej strony daję mocne 7/10. Polecam :)

Pozdrawiam
Marta
ZaBOOKowana :)

środa, 23 stycznia 2019

"Stara Słaboniowa i spiekładuchy"- J. Łańcucka



"Stara Słaboniowa i spiekładuchy"
Joanna Łańcucka
Wydanie II
Oficynka, Gdańsk 2013
ISBN: 9788362465712



nr 1 na liście "Książek czytanych w 2019"

8 pozycja z wyzwania: "10 książek, które chciałam przeczytać ale nie było kiedy"






"Jak ja była młoda, to zmory, strzygi i upiory żyły pospołu z nami na tym świecie i nikomu to dziwne nie było."
Joanna Łańcucka, "Stara Słaboniowa i spiekładuchy"


"Stara Słaboniowa i spiekładuchy" jest opowieścią, w której świat rzeczywisty miesza się z mitologią słowiańską i ludowymi gusłami. Czasem zwykłe ludzkie pragnienia, rodzą istoty, których istnieniu zaprzecza logika. Mimo to, każdy wie, że jak trwoga to do... leciwej Słaboniowej, bo tylko zna sztuczki by złu zaradzić. 

Początkowo oczekiwałam opowieści z przymrużeniem oka, ale szybko dałam się wyprowadzić z błędu. Rozpoczynając swą przygodę trafiłam do wiekowej wsi położonej gdzieś na wschodzie, będącej na pograniczu zaściankowości, a nowoczesności. Osada pustoszeje, starsi ludzie powoli gasną, młodzi wyjeżdżają do miast, a ci co zostali starają się twardo stąpać po ziemi. Nie w głowach im diabły, upiory czy zmory, ale to nie znaczy, że one same przestały istnieć. Urzekł mnie ten archaiczny klimat, dodatkowo wzmocniony staropolskim językiem narracji. Jednak sama atmosfera nie zbuduje dobrej powieści, a w tym wypadku akcja i postaci lekko kuleją. Fabuła jest opieszała, mało się dzieje, a niektóre opowiadania nie przynoszą wiele nowego. Bohaterowie są płascy, trochę szablonowi, mało dynamiczni. Mimo to czyta się ją szybko i bardzo przyjemnie. Po tym zestawieniu książka wydaje się plasować w kategorii "średniaka", ale jest w niej coś jeszcze, co zaintrygowało mnie na sam koniec, a mianowicie wydźwięk powieści- smutny i refleksyjny. Chciałabym powiedzieć Wam więcej, ale nie będę psuć zabawy zdradzając treść ;)

Moi Drodzy, choć technicznie patrząc 
"Stara Słaboniowa i spiekładuchy" posiada wiele niedociągnięć, to ma w sobie przesłanie, które w moim odczuciu sporo podnosi jej wartość. W mojej subiektywnej ocenie daję 6,5/10 i polecam!

Pozdrawiam
Marta
ZaBOOKowana ;) 

wtorek, 1 stycznia 2019

Moje wyzwania czytelnicze na rok 2019.

Jak sami wiecie, uwielbiam stawiać sobie wyzwania. Dodatkowo zmotywowana porażką dotyczącą zeszłorocznych wyzwań, zakasałam rękawy i zabrałam się do planowania kolejnych. Niezrażona niczym wymyśliłam kilka nowych list i wychodzi na to, że powinnam już ostro wziąć się do roboty, jeśli planuję ze wszystkim zdążyć na czas. ;) Mimo, że na pierwszy rzut oka grafik wydaje się napięty, to mam zamiar przede wszystkim się świetnie bawić, nawet jeśli nie wykonam zamierzonych celów. Ahoj Przygodo! Pora sprawdzić jak będzie wyglądał mój czytelniczy rok 2019 :) 




W tym roku postanowiłam powrócić do słynnych i tych mniej znanych książek z mojej wczesnej młodości. Część z nich pamiętam i bardzo lubię jak: "Ten obcy", "Baśnie Andersena" czy "Emilka ze Srebrnego Nowiu"; a inne poleciły mi moje rówieśniczki. Jestem ogromnie podekscytowana na myśl o tej podróży w czasie :) 




Klasyka horroru czyli moje bezpośrednie sięgniecie do źródeł ulubionych opowieści z dreszczykiem. Wstyd się przyznać, ale nigdy nie miałam okazji sięgnąć po pierwowzory, a świat dawnej literatury grozy poznałam dopiero zaczytując się w prozie dżentelmena z Providence- H. P. Lovecrafta. Dzięki nowym, odświeżonym wydaniom Vespera, książki te zyskały nie tylko piękna oprawę, ale także wypłynęły ponownie na rynek literacki i przeżywają swą drugą młodość. Najwyższy czas nadrobić braki ;). 



Długa forma, opasłe tomiska, wielotomowe cykle to coś co chłonę z przyjemnością. Uwielbiam długie, rozbudowane historie, wiec czemu nie wybrać kilku do tegorocznego wyzwania? Nie potrzebowałam wiele czasu by wybrać listę główna i cykle dodatkowe. Teraz nic tylko brać się do czytania ;) 


I ostatnie wyzwanie, które ponawiam sobie co rok: "Książki, które zawsze chciałam przeczytać, ale nie było kiedy". Jest to (jak zwykle) zbiór mocno zróżnicowanych pozycji, po które nie sięgam na co dzień. Bardzo lubię ten "misz masz", który ogromnie motywuje mnie do sięgnięcia po książki wykraczające poza moje ulubione gatunki. Czuję się trochę jak badacz, który pchany ogromną ciekawością sprawdza nieznane dotąd lądy i sfery. Czasem trafiam w miejsca gdzie wiem, że już więcej nie wrócę, a innym razem odkrywam piękno nowego nurtu, twórczości czy gatunku. Bardzo Wam polecam podobny eksperyment, kto wie, gdzie Was zaprowadzi :) 

Moi drodzy, w nowym roku postanowiłam wprowadzić kilka zmian wizualnych w moich postach, by stały się bardziej przejrzyste i czytelne. Poza tym chciałabym podejść bardziej obiektywnie do ocenianych przeze mnie książek. Słabsze pozycje będę łączyć w posty zbiorcze, natomiast postaram się więcej czasu poświecić, tym które wywarły na mnie ogromne wrażenie. Mam nadzieję, że szybko nadrobię zaległości z poprzedniego roku, do czekają w kolejce do opisania bardzo dobre tytuły :). Póki co trzymajcie za mnie mocno kciuki i opowiedzcie o waszych wyzwaniach czytelniczych :)

Wytrwałości!
Marta-ZaBOOKowana ;) 

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Podsumowanie 2018


Moi drodzy, rok 2018 upłynął  w szalonym pędzie. Nawał nowych obowiązków, ciekawe przygody i zmiana stylu życia sprawiły, że  Was trochę zaniedbałam. Bardzo Was przepraszam, jest mi z tego powodu niezmiernie przykro, postaram się z wszystkich sił lepiej zorganizować w przyszłości. Choć wiele książek z poniższych list nie doczekało się jeszcze wpisów, to obiecuję Wam, że w najbliższym czasie postaram się nadrobić moje zaległości i przedstawić Wam wiele interesujących pozycji literackich. W Nowym Roku wprowadzę także kilka zmian w moich postach, ale o tym opowiem następnym razem ;).




Rok 2018 został zdominowany przez audiobooki, które towarzyszyły mi wszędzie. W podróży, podczas porządków czy przy gotowaniu. I tak ziarnko do ziarnka, aż zebrało się równe 50 audiobooków. Wśród nich najczęściej sięgałam po literaturę obyczajową, lekką, a także po kryminały, baśnie i mity oraz trochę fantastyki. Gdybym miała wybrać trzy subiektywnie najlepsze audiobooki jakich wysłuchałam w tym roku byłyby to:

III miejsce- "Wilk stepowy"- H. Hesse

II miejsce- "Czereśnie zawsze muszą być dwie"- M. Witkiewicz

I miejsce-"Wzgórze psów"- J. Żulczyk




Z książkami czytanymi nie poszło mi tak łatwo. Wśród ukończonych 47 pozycji znalazło się wiele perełek. Gatunkowo, stanowczo i niezmiennie, jak w latach poprzednich królowała fantastyka, z niewielką domieszką literatury obyczajowej i klasyki. Najlepsze subiektywnie książki jakie wpadły w moje ręce w 2018 r to: 

III miejsce- "To nie jest kraj dla starych ludzi"- C McCarthy

II miejsce-"Terror"- D. Simmons

 I miejsce ex aequo- Cykl:"Pan Lodowego Ogrodu"- J. Grzędowicz oraz "Ostanie rozdanie"- W. Myśliwski

Odkryciem tego roku stała się dla mnie Magdalena Witkiewicz i jej pełna optymizmu, lekkiego humoru i tej charakterystycznej kobiecej magii, twórczość. Dziękuję Martyno, za polecenie, pewnie sama nie wpadłabym na to by sięgnąć po tę autorkę :)



Tegoroczne wyzwanie wypadło w moim wykonaniu ciut słabo. Z zaplanowanych 10 cykli, udało mi się przeczytać tylko 5. Wyzwanie Bydgoskich Ksiażkoholików 2018 (10 książek, które zawsze chciało się poznać, ale nie było kiedy) również nie wypadło najlepiej, choć w tym przypadku zabrakło tylko jednej pozycji do szczęśliwego zakończenia. No nic, muszę przełknąć jakoś tę gorzką pigułkę i zmobilizować siły i morale by w przyszłym roku o tej porze móc pochwalić się wynikami ;) Pamiętajmy jednak, że nie wyniki są najważniejsze, tylko czysta przyjemność z czytania, a wyzwania takie jak to nadają tylko dodatkowego smaczku :)

Za parę godzin zacznie się Nowy Rok. Chciałabym życzyć by przyniósł Wam dużo przyjemności, spełnienia marzeń, motywacji, siły, szczęścia, miłości, czasu by rozwijać swoje zainteresowania, chwil spędzonych z najbliższymi, wiele wspaniałych wspomnień i przygód. Niech każdy dzień będzie wyjątkowy i niech starczy w nim także czasu na odpoczynek. Bo czasem warto jest robić NIC i to całym sobą. Bawcie się wystrzałowo, a jutrzejszy dzień niech nie będzie dla Was Światowym Dniem Kaca ;)

Do zobaczenia w Przyszłym Roku ;)
Marta- ZaBOOKowana ;)

czwartek, 27 grudnia 2018

Był Sobie Pies, Psiego Najlepszego- W. Bruce Cameron



O twórczości W. Bruce Camerona zrobiło się głośno po ekranizacji Był Sobie Pies. Książka ta szybko stała się bestsellerem i pociągnęła za sobą na podium, inne pozycje tego autora takie jak: Psiego Najleszego, O Psie, Który Wrócił Do Domu czy Był Sobie Szczeniak: Ellie. Oczarowani filmem ludzie, szybko chwytali za pierwowzór literacki, nie wiedząc, że biorą do rąk odgrzanego kotleta, skrzętnie odświeżonego przez marketing. Otóż, książka Był Sobie Pies, wydana została po raz pierwszy w 2012 roku pod tytułem Misja na Czterech Łapach, a obecnie rozpromowana jako nowość, pod zmienionym, filmowym tytułem. Ta informacja pozostawiła we mnie pewien niesmak, ale w końcu postanowiłam stawić czoła twórczości Camerona, umilając sobie przedświąteczne porządki.

Był Sobie Pies czy też Misja na Czterech Łapach jest przesyconą emocjami, historią o przyjaźni, miłości i oddaniu. Bailey jest zaskoczony, gdy po krótkim życiu bezpańskiego psa, powraca na świat i trafia w ręce ośmioletniego chłopca imieniem Ethan. Wkrótce stają się nierozłącznymi przyjaciółmi, a Bailey dożywa szczęśliwej starości u boku chłopca w poczuciu, że spełnił swoje zadanie. Jednak zamiast udać się do psiego raju, przychodzi na świat ponownie w kolejnym psim wcieleniu. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a niektóre misje wykraczają poza jeden żywot.

Psiego Najlepszego jest ciepłą i emocjonalną historią bożonarodzeniową. Opowiada o losach samotnego, niemogącego się pogodzić ze stratą ukochanej, smutnego mężczyzny, któremu sąsiad podrzucił ciężarną suczkę Lucy. Niebawem jego życie staje na głowie, gdy w domu pojawia się 5 szczeniaków, a pomocna pracownica schroniska dla zwierząt- Kerri, przynosi nadzieję na nową miłość. Josh musi stawić czoła przeszłości i przyszłości, a także przygotować się do adopcji szczeniaków.

Mimo niesmaku, postanowiłam sprawdzić na własnej skórze czy powieści Camerona są tak wspaniałe jak pokazują statystyki. Obie pozycje są ogromnie naładowane emocjami i potrafią umiejętnie wyciągać wszelkie wspomnienia z czytelnika. Czytając Był Sobie Pies chwilami zanosiłam się płaczem nie z powodu fabuły, tylko własnych wspomnień dotyczących utraty kudłatych przyjaciół. Czułam się przez to trochę zmanipulowana. Sama fabuła książek jest prosta, płytka i dość przewidywalna, tak samo postaci, które są mocno szablonowe. Akcja płynie wartko, dzięki czemu przeczytanie każdej z pozycji zajmuje zaledwie kilka godzin. Mimo to, obie historie niczym nie wyróżniają się od innych, podrzędnych, słodkich opowiastek. Myślę, że gdyby nie dobry marketing, zginęłyby w oceanie sobie podobnych, słodkich, uroczych i przeciętnych historyjek. Choć jestem fanką wszelkich "kudłatych opowieści", to po inne pozycje tego autora już raczej nie sięgnę.

Podsumowując. Zarówno Psiego Najlepszego jak i Był Sobie Pies są przyjemnymi, przeciętnymi historiami skupionymi na emocjach wynikających z relacji ludzko-psiej, dodatkowo okraszone dużą dawką uroku i słodyczy. Jednak po przeczytaniu szybko giną pośród wielu innych, dużo lepszych opowieści. Ze swojej strony daję trochę naciągane 5/10.

Miłego wieczoru
ZaBOOKowana