poniedziałek, 11 czerwca 2018

Cykl: Zapomniana Księga- P. Hendel



Pewnego dnia upolowałam całą trylogię Pauliny Hendel za śmieszne pieniądze na jakiejś koszowej wyprzedaży. Z wielką obietnicą w sercu przywiozłam  je do domu, odłożyłam na półkę i... tak przeleżały sporo czasu, by w końcu nietknięte powędrować w ręce kogoś innego. Jednak całkiem niedawno trafiłam na nie ponownie, tym razem w Bibliotece Multimedialnej i oczywiście zabrałam ze sobą. Czy to nie przeznaczenie? ;)

Trylogia Zapomniana Księga Pauliny Hendel zalicza się do młodzieżowej fantastyki z wyraźną naleciałością postapo. Główny bohater- Hubert budzi się oszołomiony, ranny i uzbrojony w drewnianej chatce gdzieś w Polsce, jedyne co zapamiętał to wybuch Luwru w całkiem normalnym świecie i śmierć przyjaciela. Okazuje się, że od feralnego dnia minęło siedem lat. Świat wcale nie przypomina takiego jaki chłopiec zapamiętał. Szereg impulsów niszczących urządzenia elektryczne, epidemie i rozboje niemal zniszczyły cywilizację, a z ukrycia wyszły słowiańskie demony znane z ludowych opowiadań i bezkarnie polują na ludzi. Hubert postanawia odnaleźć swoją rodzinę, niestety bezskutecznie. Pewnego dnia trafia do Święcina, małej wioski z dobrze rozbudowaną społecznością i powoli dowiaduje się jakie zasady panują w nowym świecie, a to dopiero początek przygód. Lekki styl, wartka fabuła i wykorzystanie słowiańskiej demonologii sprawia, że chwilami nie sposób się oderwać.

Nie znałam wcześniej twórczości Pauliny Hendel, więc nie wiedziałam czego się spodziewać po Zapomnianej Księdze. Z początku bez większego zaangażowania poznawałam nowy świat i bohaterów, by z czasem całkiem mocno wtopić się w fabułę. Główny bohater, choć chwilami irytująco beztroski i impulsywny, zaskarbił sobie moją sympatię. Przypominał mi młodszego brata, który wiecznie pakuje się w kłopoty, ale tak naprawdę jest dobrym chłopcem. Hubert, mimo iż wielokrotnie jego świat stawał na głowie, a lata mijały, tak naprawdę nie ewoluował, nie dorastał. Wciąż był tym leniwym nastolatkiem, choć stać go było także na heroizm i odwagę. Inne postaci były tak samo niezmienne, trochę szablonowe i płytkie, ale nie raziło to w oczy (a raczej uszy ;) ). Akcja płynęła wartko. Autorka świetnie manipulowała napięciem, przykuwając moją uwagę coraz bardziej. Z początku nie bardzo angażowałam się w akcję, lecz koniec 1 tomu stworzył ciekawy fundament dobrej historii, na którym na początku 2 tomu autorka wybudowała solidną i dobrą historię. Sam pomysł ożywienia zapomnianej demonologii słowiańskiej i wprowadzenia jej do postapokaliptycznej Polski jest świetny. Autorka nie tylko miała genialną koncepcję, ale potrafiła ją doskonale wykorzystać tworząc interesującą i wartką historię, od której trudno się oderwać. Jedynym minusem  był lektor- Roch Siemianowski. Miałam wrażenie, że całkowicie nie leży mu ta historia, a odgłosy pomlaskiwań lub przełykania płynu, choć ciche, to skutecznie wybijały mnie z akcji i doprowadzały do pasji. Zdaję sobie sprawę, że to nie do końca jest wina lektora, lecz małego nakładu finansowego, na nagranie tak niszowej serii, ale nie zmniejsza to mojej irytacji. Ta historia zasłużyła na porządny i dopracowany audiobook.

Zapomniana Księga choć niepozorna, jest naprawdę bardzo dobrą historią młodzieżową. Choć pierwszy tom, w moim odczuciu, trochę odbiega od pozostałych dwóch  to nie można zaprzeczyć, że cała opowieść jest ciekawa, nieszablonowa, lekka w odbiorze i wartka. W sam raz dla młodszych odbiorców lub dla czytelników szukających czegoś niewymagającego :) Ze swojej strony daję 6/10 i polecam!

Miłego wieczorku!
ZaBOOKowana

piątek, 1 czerwca 2018

Harry Potter i Przeklęte Dziecko- J. Tiffany, J. Thorn, J.K.Rowling


Harry Potter i Przeklęte Dziecko od dnia premiery wzbudzało we mnie silne, negatywne emocje. Niedawno natrafiłam w bibliotece  na jeden, trochę sponiewierany egzemplarz i postanowiłam wreszcie zmierzyć się w tym smokiem ;). Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że ta opinia jest całkowicie subiektywna :).

Harry Potter i Przeklęte Dziecko jest pierwszym wydaniem dwuczęściowej sztuki teatralnej napisanej przez Jacka Thorne’a i reżyserowanej przez Johna Tiffany’ego. Mimo, iż okładka na pierwszy rzut oka sugeruje inaczej, sama J. K. Rowling niewiele miała wspólnego z powstaniem tego scenariusza. Historia osadzona została 19 lat po zakończeniu głównej septalogii. Harry Potter jest poważnym urzędnikiem Ministerstwa Magii, przykładnym ojcem i mężem. Mimo poukładanego życia, Harry codziennie zmaga się z widmami z przeszłości. Głównym bohaterem jest jednak nie znany nam czarodziej tylko jego najmłodszy syn- Albus, który rozpoczyna naukę w Hogwarcie. Chłopcu trudno jest sprostać oczekiwaniom innych i poradzić sobie z brzemieniem sławnego ojca, który pokonał Voldemorta. Jakby tego było mało Tiara przydzieliła go do Slytherinu, a jego najlepszym przyjacielem stał się syn Draco Malfoy'a, o którym krążą niepokojące plotki. Powoli budujący się mur pomiędzy ojcem i synem oraz chęć sprostania legendzie "Słynnego Harry'ego Potter'a" sprawia, że Albus pragnie dowieźć swojej wartości i zrobić coś naprawdę wielkiego. Chce pokazać, że jest synem swego ojca.

Mimo iż jestem fanką Harry'ego Potter'a to premiera scenariusza budziła we mnie same negatywne emocje. Dlaczego? Ponieważ miałam wrażenie, że książka ta i przedstawienie powstały tylko po to by wyłudzić dużo pieniędzy od wiernych "potteromaniaków". Początkowe plotki o powstaniu 8 tomu, rozdzielenie i tak szczupłego scenariusza na 2 odrębne sztuki, czy wydanie wstępnej wersji scenariusza w formie książki (tak, oficjalnie wiadomo, że wydany zostanie ten sam scenariusz w wersji ostatecznej) sprawiły, że stałam się bardzo sceptyczna. Jednak moją czarę goryczy przelała okładka, której układ sugeruje, że mamy do czynienia z dziełem J.K. Rowling, a tak nie jest! Autorka użyczyła świata i części praw autorskich, natomiast całą resztą zajęli się panowie. Fani karmieni plotkami i komentarzami twórców o nowej części, którą zajęła się pani Rowling zostali wprowadzeni w błąd i dostali kota w worku. A jak z treścią?

Prawie 2 lata od premiery postanowiłam wreszcie stawić czoła temu "tworowi Harry-podobnemu". Już od początku czytało się szybko i dobrze, nawet przyjemnie. Prędko udało mi się przywyknąć do formy dramatu, choć jest tak odmienna od epiki, po którą sięgam zazwyczaj. Jednak akcja trochę się wlekła, była mało dynamiczna, a postaci nadmiernie emocjonalne. Jednak głównym minusem całej książki byli bohaterowie, których znamy z poprzednich części. Autorzy kompletnie nie zachowali cech postaci z głównej septalogii. Dawniej waleczny i oddany Harry stał się miękki i nijaki. Inteligentna, konkretna i stanowcza Hermiona została niezorganizowaną panią Minister bez posłuchu, a dawniej zabawny i trochę infantylny Ron został przedstawiony jak wioskowy głupek, który nie ma nic do gadania tylko zajmuje się domem. Pochłaniałam z zapartym tchem Harry'ego już jako dziecko i wielokrotnie wracałam do jego przygód już jako dorosła, więc takie "ulepszenia" odebrałam jako wielkie rozczarowanie. I nawet nie tyle zawiodłam się na samej książce, która tak naprawdę jest średnia, co na autorach, którzy tak kultową powieść rozmienili na drobne i sprzedali za bezcen spragnionym fanom.

Moi drodzy, jeśli jesteście fanami Pottera, a zastanawiacie się czy chwycić po tę pozycję- nie czytajcie tego. Możecie się rozczarować jak ja. Natomiast jeśli macie ochotę na przeciętną opowiastkę w temacie Harry'ego, coś lekkiego i niewymagającego, to czemu nie. Samej treści daję 4/10, natomiast w moim odczuciu autorzy zasłużyli na solidne 1/10.

Pozdrawiam
ZaBOOKowana :)

wtorek, 29 maja 2018

Służące- K. Stockett


"Chyba wtedy zrozumiałam, co to wstyd i jaki ma kolor. Wstyd nie jest czarny jak brud, chociaż wcześniej tak myślałam. Wstyd ma kolor nowego białego mundurka, co na jego kupno twoja matka prasowała rzeczy przez całe noce. Jest biały bez smużki ani plamki."
~Kathryn Stocket, "Służące"

 Podczas jednej z wizyt w Bibliotece Multimedialnej wypatrzyłam Służące. Oczarowana filmem postanowiłam sięgnąć po pierwowzór literacki tej wspaniałej historii. Czy i tym razem książka przegoniła ekranizację?

Choć książka ukazała się w 2009 roku to polski rynek czytelniczy opanowała dopiero w 2011 roku, wypromowana wspaniałą ekranizacją. Powieść przenosi czytelnika na południe Stanów Zjednoczonych lat 60 XX wieku, czyli czasy segregacji rasowej. Ambitna Skeeter po skończeniu studiów dziennikarskich wraca do domu. Dziewczyna znacznie różni się od swoich rówieśniczek, ma własne zdanie, inaczej patrzy na świat, chce pracować, rozwijać się i ani myśli wejść w rolę "pani domu". Pewnego dnia, pod wpływem obserwacji swoich koleżanek i ich stosunku do czarnoskórych służących, postanawia napisać książkę o życiu pomocy domowych. Służące serwują historie smutne i wesołe, mówią o strachu i o przełamywaniu barier, a także o nadziei, że dzięki prawdzie świat się zmieni na lepsze.

Służące oglądałam wielokrotnie, oczarowana tą wspaniałą historią oraz grą aktorską Violi Davis i Octavii Spencer (zdarzało mi się nie raz uronić łezkę). Przyznam, że obawiałam się zderzenia z wzorcem literackim i utraty wyidealizowanego obrazu jaki pozostał w mojej głowie. Niesłusznie! Od pierwszych chwil dałam się ponieść fabule, dość wiernie odwzorowanej w filmie. Ogromnym plusem według mnie była narracja, składająca się z przeplatających się monologów trzech głównych bohaterek. Dzięki temu czułam się jakbym widziała świat oczami ich samych i spoglądała na jeden problem z trzech różnych perspektyw. Przecież nawet sam fakt wydania książki przez Skeeter niósł ze sobą tak różne emocje, dla dziewczyny oznaczał wykluczenie ze społeczeństwa, natomiast dla Minny i Aibileen był  wyrokiem śmierci. Emocje jakie towarzyszyły mi podczas słuchania tej powieści były żywe i silne. Chwilami przerywałam prace domowe i zasłuchiwałam się w wspaniałym głosie Anny Seniuk (Aibileen) czy charakterystycznym lekko zrzędliwym tonem Anny Guzik (Minny), które idealnie pasowały do swych postaci. Jedynym zgrzytem była dla mnie Karolina Gruszka użyczająca głosu Skeeter. Głos jak najbardziej pasował do postaci, ale kiepska intonacja oraz czytanie "na sucho z kartki" sprawiały wrażenie, że lektorka nie utożsamiała się z bohaterką, a szkoda.

Wszystkich zauroczonych ekranizacją, jak również tych, którzy nie znają opowieści pomocy domowych zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję. Nie jest to zwykła słodko-gorzka opowiastka lecz pełnowymiarowa powieść dotykająca nietolerancji, segregacji rasowej i wewnętrznej siły by wreszcie opowiedzieć własną historię. Daję mocne 8/10! Polecam!

Spokojnego wieczoru
ZaBOOKowana :)

wtorek, 15 maja 2018

Pudełko z Guzikami Gwendy- S. King, R. Chizmar


"Sekrety to kłopot, może największy kłopot ze wszystkich. Obciążają umysł i zajmują miejsce na świecie."
~Stephen King, R. Chizmar "Pudełko z guzikami Gwendy"
 Pudełko z guzikami Gwendy  to jedna z nadprogramowych książek, przemyconych z biblioteki do domu. Nie obyło się bez wywracania oczami i westchnień pt. "Mało masz nieprzeczytanych książek w domu?", ale co tam. Nie byłabym sobą, gdybym wróciła z filii z pustym plecakiem ;) 

Ten niepozorny owoc współpracy Stephena Kinga i Richarda Chizmara przenosi czytelnika do małego miasteczka o nazwie Castle Rock. Niedawno rozpoczęły się letnie wakacje, a nastoletnia Gwendy postanawia zrzucić trochę wagi. Najlepiej do tego celu nadają się metalowe schody prowadzące do Castle View, czyli tzw. Schody Samobójców. Pewnego dnia podczas ćwiczeń dziewczyna spotyka tajemniczego, ubranego na czarno mężczyznę. Czuje, że jest on niebezpieczny, ale także na swój sposób hipnotyczny. Po krótkiej rozmowie daje jej prezent-magiczne pudełko z dźwigniami i guzikami oraz pobieżnie wyjaśnia zasady działania podarku. Wystarczy nacisnąć tu by szufladka zaserwowała czekoladowy łakoć, tu by uraczyła nas drogocenną monetą, a tam by... zmienić losy świata lub zgładzić kontynenty. Ale ciii.... to tajemnica i nikt nie może się o tym dowiedzieć...

Już na pierwszy rzut oka  Pudełko z guzikami Gwendy kusi i zachęca do posiadania. Piękna, czarna oprawa, obwoluta i pudełko, a do tego układ stron, dbałość o szczegóły i jakość ilustracji świadczy jak wiele pracy włożyło wydawnictwo by zwieść na pokuszenie czytelników. Tę książkę, aż przyjemnie trzymać w dłoniach, przeglądać czy kartkować, ale nie zapominajmy, że to nie jest jej  jedyny atut. Choć spodziewałam się, że otrzymam opowieść dla młodszych czytelników, jednak szybko zorientowałam się, że jestem w błędzie i nie jest to zwykła błaha historyjka, lecz coś wyjątkowego. W chwili, gdy Gwendy otrzymała pudełko zaczęłam się zastanawiać czy młodej osobie warto powierzyć tak wielką tajemnicę? Co w niej jest takiego, że na jej barki spada taka odpowiedzialność? Czy potęga pudełka nie skusi jej? Jak mijające lata wpłyną na dawno złożoną obietnicę? I najważniejsze: Czy ja podołałabym takiemu wyzwaniu? Zaintrygowana przyglądałam się uważnie jak samo posiadanie tajemnicy zmienia główną bohaterkę oraz jak pudełko magicznie wpływa na jej losy. Analizowałam wybory i reakcje bohaterki oraz rozważałam co sama zrobiłabym na jej miejscu. Nie czuję się jakbym czytała tę książkę lecz raczej ostrożnie, strona za stroną, badała ją i spisywała wnioski w zakamarkach własnego umysłu. Nie byłam widzem lecz naukowcem, który przeprowadza odważny eksperyment na ludzkiej woli, sile charakteru czy moralności. I choć spędziłam z nią tylko jeden wieczór to przez wiele dni historia ta nie potrafiła mnie opuścić.

Pudełko z guzikami Gwendy to opowieść niezwykła. Śmiało mogę stwierdzić, że tak jak wydawnictwo zadbało o wygląd książki, tak autorzy przekazali czytelnikom dopracowaną w najmniejszych szczegółach, dojrzałą historię. Nieco mroczną, bardzo tajemniczą i skłaniającą do rozważań nad własnym charakterem opowieść, którą watro przeczytać. Daję mocne 8/10 i polecam!

Przyjemnego popołudnia
ZaBOOKowana

środa, 9 maja 2018

Trup na Plaży i Inne Sekrety Rodzinne- A. Jadowska




"Mówią, że czytanie rozwija empatię. Nie wspominają, że zwiększa też ryzyko powstania skłonności do dziwnych skojarzeń, nabawienia się niewyparzonego języka i otrzymania etykietki dziwaka.
 Cóż, wciąż warto."
~A. Jadowska, "Trup na plaży i inne sekrety rodzinne"
 
Nie planowałam zakupu tej książki, jednak przypadkiem, podczas shoppingu, zza regału usłyszałam szept: "Ej mała... jestem na promocji. Wiem, że nie możesz mi się oprzeć..." (tak było, naprawdę! Nie wiem dlaczego nikt mi nie wierzy  ;) ) i wróciłam z dodatkowym tobołkiem.

Magdalena Garstka, świeżo upieczona absolwentka bez jasnych perspektyw na przyszłość, wraca do rodzinnej miejscowości by odwiedzić babcię i zarobić parę groszy. Nigdy by nie uwierzyła, że ten gorący czerwiec, cisza i spokój zwiastują najbardziej ekscytujące wakacje w jej życiu. Dziewczyna podczas leniwego, porannego spaceru brzegiem morza znajduje... trupa. Nie może tego tak zostawić! Przecież jest Garstką, córką policjanta, a śledztwo utknęło w martwym punkcie! Magda postanawia rozpocząć własne, amatorskie dochodzenie. Tym razem Aneta Jadowska porzuciła fantastykę i zaprezentowała czytelnikom opowieść kryminalną otwierającą nowy cykl pt. Garstka z Ustki.

Kryminały to nie moja bajka, Jadowska natomiast jak najbardziej tak. Sama nie wiedziałam co z tej mieszanki wyrośnie, a mimo to postanowiłam spróbować. Już od samego początku wyczułam ten specyficzny, doskonale odwzorowany, małomiasteczkowy klimat. Sama wychowałam się w podobnej mieścince i uwielbiam tam wracać właśnie przez ten nastrój. Każdy każdego zna, świat zwalnia, nie pędzi się tak z dnia na dzień, a gdy wraca się tam po latach, tak naprawdę nic się nie zmienia, a ludzie witają cię jakby widzieli wczoraj. Sama główna bohaterka jest bardzo charakterystyczna i nie da się nie lubić. Choć ma mocne 150cm w kapeluszu i wygląda o 10 lat mniej niż mówi PESEL to nie dałam się zwieźć. W tej dziewczynie tkwi ogromna energia i upór, a jeśli do tego dodamy cięty dowcip, niezwykłą umiejętność popadania w tarapaty  i gaśnicę, to dostajemy mieszankę wybuchową. Madzię Garstkę pokochałam od razu i z ogromną przyjemnością śledziłam jej losy, a działo się naprawdę dużo. Znacznym plusem jest ilość wątków, które przeplatały się ze sobą i nie pozwalały mi się nudzić, a zakończenie mocno zaskoczyło. Mimo iż autorka zmieniła gatunek, to styl oraz charakterystyczny humor okraszający akcję został ten sam, a to nadało lekkości całej opowieści.

Trup na plaży... nie jest rasowym kryminałem, lecz przyjemną, humorystyczną opowieścią o rodzinnych sekretach i trupem w tle. Idealnie spisze się jako odskocznia w codziennym rozgardiaszu, książka, którą bierze się na urlop czy opowieść umilająca błogie lenistwo na słońcu. Ze swojej strony dodam, że chętnie sięgnę po kolejne części perypetii Garstki, a dziś daję 7/10 i polecam :)

Słonecznego dnia :)
ZaBOOKowana

wtorek, 1 maja 2018

Cykl Szamański- A. Jadowska


"Czasem, jeśli nie możesz zrobić nic mądrego, robisz to, co właściwe."
  ~Aneta Jadowska,"Szamański blues"

Mając w pamięci przyjemną przygodę z Nikitą zapragnęłam poznać również osławionego Witkaca. Przypominając sobie huczną celebrację jego urodzin na zeszłorocznym Coperniconie i ogrom gości świętujących razem z autorką, wiedziałam, że ma potencjał by zaskarbić sobie moją uwagę.

Tak jak wspomniana Nikita, Cykl Szamański jest swoistą odnogą z znanej serii o Dorze Wilk. Tym razem autorka skupiła się na policjancie i jednocześnie początkującym szamanie- Piotrze Duszyńskim vel Witkacy. Mężczyzna dopiero poznaje meandry swojej nowej profesji i nie do końca zgadza się ze wszystkim co jest z nią związane np. inicjacją. Do tej pory ledwo ogarniał swoje życie, a teraz szumnie wkroczyła i rozpanoszyła się w nim magia, upiory i duchy. Ale to jeszcze nic, na progu Witkaca staje ona- Konstancja. Dawna miłość, która bez słowa zniknęła z jego życia 16 lat temu i prosi go o pomoc w sprawie śmierci noworodków w szpitalu miejskim. Brzmi konwencjonalnie? Nie dajcie się zwieźć! Będzie się działo, zwłaszcza gdy na scenie pojawi się prawdziwy upiór, Pradawni, mściwa wróżka, Sęp, nekromantka, a cały dotychczasowy, ledwie trzymający się kupy, świat Witkaca stanie na głowie.

Cykl Szamański był jednym z punktów tegorocznego wyzwania książkowego, a przy okazji przyjemnym powrotem do lekkiej urban fantasy Anety Jadowskiej. Zacierałam ręce wyobrażając sobie szamana jako silną, męską i wyrazistą postać. Hmm... I tu się zdziwiłam. Przed moimi oczami stanął niepozorny, niezorganizowany człowiek, który nie do końca oswoił się z nową rzeczywistością pełną magii, zaklęć, duchów i pobrzękiwania bransoletką. Przez pierwszy tom patrzyłam na niego z powątpiewaniem i trochę grymasiłam pod nosem, że mogło być lepiej. Wydawał mi się taki nieudolny, a historia szablonowa, aż do momentu, gdy pojawił się Sęp. Niepokorny, krnąbrny i egoistyczny, który nadał historii pazura. To sprawiło, że z ciekawością sięgnęłam po drugi tom, który uświadomił mi, że dobra zabawa dopiero się zaczyna. Zasiadłam więc i dałam się porwać przygodzie bez reszty. Jak wcześniej i tym razem oczarował mnie humorystyczny, trochę sarkastyczny i niezwykle lekki styl oraz wartka fabuła. To wszystko sprawiło, że strony przelatywały się jak szalone, a ja bawiłam się przy tym świetnie.

Jeśli macie ochotę na niezobowiązującą, lekką opowieść opartą na miejskich legendach i chcecie dobrze się przy tym bawić zapraszam do Cyklu Szamańskiego Anety Jadowskiej. I choć w moim odczuciu wymaga on małego rozbiegu to nie zrażajcie się, bo historia nie raz Was zaskoczy, ubawi i wciągnie bez reszty. Książka nadaje się zarówno dla fanów fantastyki jaki i osób twardo stąpających po ziemi. Wystarczy wrzucić na luz i pozwolić sobie na trochę zamieszania ;). Z mojej strony daję 7/10 i będę polować na dalszy ciąg przygód Witkaca.

Słonecznej majówki :)
ZaBOOKowana


poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Dzieci Psychiatryka. Historie z Ich Życia- S. Romska




Dzieci psychiatryka. Historie z ich życia. podsunęła mi koleżanka z pracy. Przeważnie unikam tak trudnych tematów. Omijam szerokim łukiem wszelkie reportaże, artykuły czy blogi dotyczące krzywdzenia dzieci. Codziennie w pracy dotykam małych i wielkich ludzkich tragedii i to wystarczy. Czemu zatem sięgnęłam po tego typu literaturę?

Dzieci psychiatryka... są reportażem składającym się z trzech poprzeplatanych ze sobą wątków. Na przemian znajdziemy w niej fragmenty pamiętnika Natalii, opisy funkcjonowania oddziału o wzmożonym nadzorze w Bolanowie oraz krótsze historie poszczególnych pacjentów. Książka jest szczupła i rzeczowa. Autorka: Czesława Joanna Drałus vel Sara Romska była pielęgniarką pracującą w Bolanowie. Postanowiła opisać życie niektórych podopiecznych co przepłaciła utratą pracy.

Po Dzieci psychiatryka... sięgnęłam z czystej medycznej ciekawości. Chciałam poznać interesujące przypadki tak odmienne do tych, z którymi sama mam do czynienia w pracy. Na co dzień stykam się z ciężkimi urazami, tragediami ludzi po wypadkach czy upadkach, którzy pomału uczą się jak sobie radzić na nowo. Teraz miałam okazję spojrzeć oczami innej pielęgniarki na oddział leczenia zaburzeń psychicznych, ujrzeć dzieci, które krzywdzone psychicznie i/lub fizycznie dostają szansę by wyjść na prostą. Same procedury, życie oddziału, zasady, regulaminy, są tak odmienne od tych panujących u mnie. Z początku dozowałam sobie wrażenia, czytając po jednym rozdziale dziennie. Początek pamiętnika Natalii, opowieść Grzesia, to było coś! Chodziłam wzburzona i dyskutowałam z kim się dało, by jakoś przetrawić gniew jaki we mnie narastał. Jednak z każdą kolejną historią, emocje stawały się coraz mniejsze, a sama książka monotonna. Nie mogę narzekać, dostałam to co chciałam czyli rzetelne historie młodych pacjentów, jednak zabrakło dla mnie czynnika "wow!". Na półkoloniach, koloniach czy w świetlicy socjalnej czasem spotykałam dzieci o podobnych problemach, więc doświadczenia te nie były dla mnie nowe. Tak naprawdę tylko pamiętnik Natalii, wspomniana historia Grzesia oraz Krzyś, zrobiły na mnie większe wrażenie.  Sama forma, krótka, konkretna, chwilami przypominająca dokumentację medyczną sprawiła, że łatwo można było wyczuć brak obycia autorki ze słowem pisanym. Przyznam, że oczekiwałam trochę więcej i ostatecznie rozczarowałam się. Od samego początku autorka wychodzi z założenia, że: “Żadne dziecko nie rodzi się złe i każde zasługuje na swoją szansę”, jednak chwilę później przytacza historie chłopców, którzy nie posiadając traumatycznych przeżyć, czerpią przyjemność i satysfakcję z dręczenia, okaleczania czy zabijania zwierząt i ludzi. Nie zgadzam się z tą teorią. Tym bardziej, gdy chwilę później czytam o dziecku celowo podpalającym dom sąsiada czy rozrywającym kota petardą...

Książka ta posiada jeden, bardzo solidny plus, a jest nim pierwszy rozdział, który moim zdaniem powinien przeczytać każdy, zwłaszcza rodzic lub ten, który rodzicem chce zostać. Znajdziemy tam wspaniały opis w jaki sposób otoczenie, środowisko i najbliżsi mają wpływ na dziecko, ile znaczy akceptacja, a nawet na co zwracać uwagę by wyeliminować zagrożenia otaczające młodych ludzi, a wszystko to poparte wieloletnim doświadczeniem i obserwacją.

Dzieci psychiatryka... choć szczuplutka i niepozorna, zawiera w sobie ciężki bagaż emocji lecz nie jest odkrywcza. Jeśli mieliście kontakt z tzw. "trudną młodzieżą" lub pracujecie w instytucjach medycznych, możecie się rozczarować. Ze swojej strony daję 5/10 i mam mieszane uczucia co do powstającej kontynuacji.

Pozdrawiam
ZaBOOKowana :)