piątek, 5 lipca 2019

"Krok po kroku. Z Ziemi Ognistej na Alaskę"- M. Woroch




"Krok po kroku. Z Ziemi Ognistej na Alaskę"
Michał Woroch
Wydanie I
Janowiec Wielkopolski 2019 r.
ISBN: 9788395327704




nr 25 na liście "Książek przeczytanych w 2019 r."






"Niekiedy to ja jechałem w stronę krawędzi i patrzyłem w bezruchu na horyzont. To piękne tak patrzeć, przez moment wydaje się, ze bezmiar jest na wyciągnięcie ręki. Można patrzeć godzinami, jak po niebie suną chmury, a morze mieni się srebrnymi błyskami. Raz, kiedy tak siedziałem, Maciej zrobił mi zdjęcie.(...) Oglądam je: mały, nieporadny człowiek i ogrom przestrzeni w jednej chwili, w której strzela migawka, są jednym i tym samym."
~ Michał Woroch, "Krok po kroku. Z Ziemi Ognistej na Alaskę"


Słyszeliście może o podróżniczych projektach Wheelchairtrip? Od dawna śledzę poczynania chłopców z wielkim zacięciem, więc gdy tylko doszły mnie słuchy, że Michał pisze książkę, wiedziałam, że muszę, MUSZĘ ją przeczytać i Wam o niej opowiedzieć :)

Żeby najlepiej zobrazować czym jest Wheelchairtrip pozwolę sobie wstawić poniżej film promujący ostatnią podróż :)


Źródło: http://wheelchairtrip.com/index.htmlhttps://vimeo.com/140542662


"W drodze trud ekspedycji i trud życia na wózku stają się jednym. Nie ma miejsca na chorobę, zamiast niej jest tylko kolejność wykonywanych czynności i kalejdoskop wrażeń, który sprawia, że udaje się zapomnieć o całej reszcie."
~Michał Woroch


"Krok po kroku" to relacja z niezwykłej wyprawy dwojga niepełnosprawnych przyjaciół, poruszających się na wózkach. Przystosowanym do własnych potrzeb autem, samodzielnie, przemierzają trasę wiodącą wzdłuż zachodnich wybrzeży obu Ameryk.  Przygoda zaczyna się w Buenos Aires, biegnie przez najbardziej wysuniętą na południe osadę Ushuaia, a później na północ ku Prudhoe Bay w północnej Alasce. Książka ta jest nie tylko opisem ponad rocznej wędrówki, ale także opowieścią o kolejach życia, drodze do celu, przesuwaniu własnego horyzontu, próbą zrozumienia siebie, przełamania strachu i pogodzenia z własną niepełnosprawnością.

Kiedy kilka lat temu panowie wyruszali na wyprawę, mocno trzymałam za nich kciuki. Dwoje "wózkowiczów" w dostosowanym do swoich potrzeb defenderze, przemierzających samotnie obie Ameryki. Pomysł wydawał się odważny, ryzykowny, może nieco szalony, co skłaniało wiele osób do zwątpienia. Co w przypadku awarii? Napadu? Problemów zdrowotnych? Dziś wiemy, że mimo wielu przeciwności losu i usterek, udało się! A panowie zdobyli wiele zasłużonych nagród, między innymi Travelery 2018 w kategorii Podróż Roku oraz trofeum im. Andrzeja Zawady przyznawanej przez Kapitułę Kolosów.
W internecie krąży wiele ciekawych relacji i wywiadów dotyczących Wheelchairtrip II. "Krok po kroku." pozwala spojrzeć na tę wyprawę z innej perspektywy, bardziej osobistej i emocjonalnej. Autor stworzył okno, dzięki któremu czytelnik obserwuje przygotowania i podróż jego oczami, przez pryzmat jego odczuć i ograniczeń. Sporym atutem jest także przyjemny styl zawierający dużą dozę dystansu do świata, pokory i szczerości. Michał nie koloryzuje, przedstawia świat taki jaki jest, z wszystkimi jego zaletami i wadami, a uczciwość ta skłania czytelnika do wielu refleksji.

Debiut pisarski Michała Worocha skradł moje serce. Pokora i szczerość przekazu w dużej mierze przyćmiewa niewielkie potknięcia techniczne autora. Nie jest to książka wybitna, ale taka, którą warto poznać! Aktualnie panowie przygotowują się do swojej trzeciej wyprawy wzdłuż Himalajów, która planowana jest na przyszły rok. Trzymam za nich mocno kciuki, by wszystko się udało, a tymczasem ze swojej strony daję 8/10 i ogromnie polecam!


"Gdy wyruszy się w pierwszą podróż, trudno jest ją tak naprawdę zakończyć, dojść do celu i wrócić z powrotem. Raz rozpoczęta droga nigdy się nie kończy. Każda kolejna wydaje się kontynuacją poprzedniej, każdy powrót do domu jest tylko stanem przejściowym, jest czasem przygotowań do kolejnej wędrówki. Być może zawsze jest się na szlaku, bez względu na wszystko."
~Michał Woroch

Pozdrawiam
ZaBOOKowana

PS. Książkę można nabyć pod adresem:
https://rayo4x4.pl/product-pol-6403-KROK-PO-KROKU-Michal-Woroch.html

wtorek, 2 lipca 2019

"Żyj i pozwól żyć" - H. Groen


"Żyj i pozwól żyć"
Hendrik Groen
Tytuł oryginalny: "Leven en laten leven"
Tłumaczenie: Ryszard Truczyn
Wydanie I
Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2019
ISBN: 9788381255721


nr 34 na liście "Książek przeczytanych w 2019 r."









Dziś przychodzę do Was z pachnącą jeszcze świeżym drukiem nowością. Gdy tylko wypatrzyłam w zapowiedziach nazwisko Hendrika Groena wiedziałam, że muszę ją mieć. Nie czytając opisu, z góry założyłam, że będzie to kontynuacja poprzednich powieści, które tak ukochałam. Błąd! Otóż w moich dłoniach znalazła się całkiem nowa powieść tego autora. Nie zmniejszyło to mojego zapału i pochłonęłam ją bardzo szybko. Czy autorowi udało się utrzymać poziom? Zobaczcie sami :) 


"Żyj i pozwól żyć" osadzone jest w czasach współczesnych, w holenderskim miasteczku Purmerend. Główny bohater- Artur Ophof jest zwyczajnym, niezauważanym, zbliżającym się do pięćdziesiątki mężczyzną. Ma nudną pracę, do której od wielu lat dojeżdża w długaśnych korkach i żonę, z którą niewiele go już łączy. Tylko piątkowe spotkania golfowe z przyjaciółmi wprowadzają trochę życia do jego szarej egzystencji. Coraz częściej nachodzi go poczucie, że czas ucieka, a on tkwi w jednym miejscu. Tylko co zrobić by zacząć żyć na nowo? A może wystarczy tylko przestać żyć... po staremu ;)?


Powiem wprost: ta niepozorna książka jest świetna! "Żyj i pozwól żyć" to całkiem nowa historia, jednak napisana tym samym lekkim, humorystycznym stylem doprawionym ironią i sarkazmem. To właśnie ten smaczek sprawia, że gagi sytuacyjne czy zabawne uwagi odnośnie rzeczywistości nabierają drugiego (trochę gorzkiego) dna. Dzienniki Hendrika Groena dotykały trudnych tematów starości, godności i umierania, a "Żyj i pozwól żyć" odnosi się do życiowych wyborów i ewolucji związków. Jest może nieco lżejsze w odbiorze, ale skłania do rozważań czy nasze życie wygląda tak jak tego chcieliśmy, czy osoba obok nas to wciąż ten sam partner, którego tak kochaliśmy. Narracja pierwszoosobowa jednocześnie prowadzona dwutorowo, pozwala spojrzeć na codzienność oczami Artura, jak i jego żony. Także w tym wypadku sprawdza się powiedzenie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zmiana perspektywy pozwalała mi lepiej zrozumieć pobudki obojga z nich. 

Bohaterów poznawałam jakby w biegu. Z początku nie wiedziałam jak wyglądają, co lubią, jacy są. Dopiero codzienność pomału odkrywała ich charaktery. Czułam się jakbym poznawała żywych ludzi, a nie fikcyjne postaci i to według mnie duży plus!  Artura polubiłam od początku. Ten zamknięty w codzienności mężczyzna tak bardzo pragnący żyć pełną piersią, a do tego zabawny, uszczypliwy i błyskotliwy przypadł mi do gustu (choć jego zwariowane decyzje nie za bardzo). Sama fabuła płynie wartko i zanim się spostrzegłam, zostałam wciągnięta w nią bez reszty i nie potrafiłam się od niej oderwać.

Gdybym miała porównać "Żyj i pozwól żyć" do poprzednich powieści autora, to książka ta jest w niewielkim stopniu słabsza. Mimo to, moim zdaniem, nadal trzyma wysoki poziom i świetnie obrazuje charakterystyczny styl autora. Z pozoru zabawna i błaha, celnymi spostrzeżeniami zwraca uwagę czytelnika na sprawy głębsze. Mnie oczarowała, spędziłam z nią cudowny czas i z całego rozkochanego serca polecam :)  Ze swojej strony daję solidne 8/10 i jeszcze bardziej polecam ;) 



Spokojnej nocy
ZaBOOKowana



czwartek, 27 czerwca 2019

Zawirowania i wielki come back ;)

Wiem, wiem... Zaniedbałam bardzo bloga i Was, moi mili. Ostatni post wstawiłam pod koniec kwietnia(co?! już tyle czasu minęło?!) i słuch o mnie zaginął. Chciałabym Was za to bardzo przeprosić i ciut się wytłumaczyć :). 



Kwiecień zleciał mi na organizowaniu własnego zamążpójścia. Spodziewałam się wielu komplikacji i mało papierkowej roboty, a wyszło odwrotnie, z czego ostatecznie byłam zadowolona :). Sam  maj składał się głównie z ogromnej mobilizacji, świetnej zabawy i długiego odsypiania. Ceremonia była nie z tej ziemi (mieliśmy własnego Vadera! :D ) nie zabrakło mocy przez cały wieczór, a nawet i kolejny dzień :). To było jak skok w przestrzeń międzygwiezdną Sokołem Millenium bez pasów ;) 



Gdy udało mi się zsiąść z ślubnego rollercoaster'a , z miejsca wpadłam po uszy w szykowanie się do corocznej wyprawy w Tatry. Tym razem czekały na mnie warunki zimowe (jak się okazało w wersji mikro ;) ), na które nie byłam przygotowana. Zakupiłam sprzęt, zaimpregnowałam buty, wytargałam torbę i wsadziłam nos podręczniki o trekkingu zimowym. Na miejscu okazało się, że z tej zimy to zostały 3 połacie śniegu na szlaku, ale radocha z ulepienia własnego bałwanka pod koniec czerwca była bezcenna. Jak sami wiecie, góry są dla mnie wyjątkowym miejscem. Dzięki temu krótkiemu wypadowi, udało mi się naładować wewnętrzne baterie po same kokardki. Teraz, na nizinach, pełna energii i motywacji zabieram się za odświeżenie zaniedbanych rzeczy.




Mimo nawału spraw, nie próżnowałam :) Każda wolną chwilę spędzałam relaksując się przy książce, a te bardziej zajęte spędzałam zasłuchana w audiobooki. Obecnie mam za sobą 59 pozycji, z czego 29 to audiobooki, a 30 książki przeczytane (papier i e-book). Poznałam ogrom niesamowitych historii, odkryłam nowych, nietuzinkowych autorów, wróciłam do opowieści z dzieciństwa i zasmakowałam nowych gatunków. Tak bardzo chcę się z Wami podzielić tym ogromem wrażeń! Obiecuję, że od jutra ostro zabieram się do pracy i postaram się opowiedzieć Wam, o co smaczniejszych kąskach literackich  ;)

Pozdrawiam
ZaBOOKowana :) 

wtorek, 23 kwietnia 2019

"Kółko się Pani urwało"- J. Galiński



"Kółko się Pani urwało"
Jacek Galiński
Wydanie I
Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2019
IBSN: 9788328063624


nr 24 na liście "Książek przeczytanych w 2019 r."










Po "Kółko się Pani urwało" sięgnęłam dość impulsywnie. Potrzebowałam nieabsorbującej, zabawnej opowiastki, a na pierwszy rzut oka powieść Jacka Galińskiego nadaje się do tego idealnie. Czy miałam racje? Zobaczcie sami :)

"Kółko się Pani urwało" opowiada historię krewkiej, energicznej, leciwej pani Zofii. Kobieta wraz z swym nieodłącznym wózeczkiem zakupowym wraca do domu i zastaje swoje mieszanie splądrowane. Złodzieje ukradli kosztowności, dokumenty, pieniądze, ale co najgorsze, zbezcześcili mundur Henryka! Tego Zofia już nie popuści! Nie ufając policji, sama zakasuje rękawy, chwyta za swój wózeczek i rusza samodzielnie rozwikłać sprawę. Książka jest debiutancką powieścią Jacka Galińskiego, a zarazem pierwszym tomem przygód bojowej Zofii.

Od samego początku byłam pozytywnie nastawiona to tej książki. Bardzo podobała mi się narracja pierwszoosobowa, dzięki której mogłam spojrzeć na świat oczami egocentrycznej starszej kobiety. W pierwszej chwili bawił mnie jej egoistyczny i roszczeniowy styl bycia. Ot klasyczna pani Zofia z mojego osiedla, której się wszystko należy. Jednak z czasem budowa tej płytkiej, mało dynamicznej postaci stawała się w moich oczach coraz bardziej mdła, a jej przygody zamiast uśmiechu wzbudzały we mnie jedynie irytacje. Jej relacjonowanie rzeczywistości stawało się coraz bardziej chaotyczne, prostackie i wybiórcze. Brakowało polotu, klasy czy chociażby spójności i z każdą kolejną stroną czułam coraz większy niesmak i zażenowanie. Sama fabuła jest słabo rozwinięta, wiele wątków pozostaje otwartych lub urwanych (być może z zamysłem rozwinięcia w kolejnych tomach). Akcja toczy się jednostajnym, umiarkowanym rytmem, co z biegiem czasu nużyło mnie. Postacie zbudowane schematycznie, wydawały się płaskie, szablonowe i stereotypowe. Z zamiaru miała to być lekka lektura, ale chwilami trąciła prostactwem i grubiaństwem. Rozczarował mnie również styl autora. Choć w moim odczuciu pomysł na powieść był całkiem dobry, to wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Po kolejne części powieści zapewne nie sięgnę.

Powieść "Kółko się Pani urwało" miała być lekką komedią kryminalną umilającą wiosenne popołudnia. Z początku tak było, jednak z biegiem stron poziom książki spadał, zabrakło polotu, spójności i warsztatu. Niestety zamiast zabawnych wspomnień, w mojej głowie pozostał po niej jedynie lekki niesmak. Ze swojej strony daję słabe 3/10.

Pozdrawiam
ZaBOOKowana

czwartek, 11 kwietnia 2019

"Magiczne lata"- R. McCammon




"Magiczne lata"
Robert McCammon
Tytuł oryginalny: "Boy's Life"
Tłumaczenie: Maria Grabska-Ryńska
Wydanie I w tej edycji
Papierowy Księżyc, Słupsk 2012
ISBN: 9788361386155

nr 16 na liście "Książek przeczytanych w 2019 r."








"Nie śpiesz się do dorosłości. Staraj się pozostać chłopcem tak długo, jak to możliwe, bo gdy raz stracisz moc magii, na zawsze pozostaniesz żebrakiem szukających jej okruchów."
~Robert McCammon, "Magiczne lata"


O "Magicznych latach" dowiedziałam się całkiem niedawno, przy okazji poszerzania swojej wiedzy o serialu "Stranger Things", którego twórcy inspirowali się tą powieścią. Z miejsca zakupiłam własny egzemplarz i zabrałam się do czytania. 

Książka ta przenosi nas w lata sześćdziesiąte do małego miasteczka Zephyr w Alabamie. Głównym bohaterem jest dwunastoletni Cory. Wiedzie spokojne życie wypełnione rowerowymi rajdami, szkołą, szczekaniem psów i spotkaniami z przyjaciółmi. Pewnego dnia, pomagając ojcu rozwozić mleko, jest światkiem tajemniczego wypadku: w głąb miejscowego jeziora stacza się samochód z zamkniętymi wewnątrz zmasakrowanymi zwłokami. Myśl, że w Zephyr ukrywa się morderca nie daje mu spokoju i na własną rękę stara się odszukać sprawcę zbrodni. Ta opowieść jest swoistym połączeniem grozy, kryminału, fantastyki i opowieści obyczajowej, które w interesujący sposób łączą się ze sobą i zaskakują czytelnika nie raz. 

Już od pierwszych rozdziałów poczułam ten słynny czar "Magicznych lat". Zostałam uwiedziona sielankowością, małomiasteczkowością w pozytywnym wydźwięku. Zephyr już na pierwszy rzut oka jest niezwykle przytulne, bezpieczne, samowystarczalne i przyjazne. Skrywa w sobie większe i mniejsze tajemnice, zakorzenione legendy czy sekretne obrządki. Czułam się tam cudownie, zupełnie jak za starych, dobrych, dziecinnych lat. Dużym atutem jest narracja pierwszoosobowa zmieniająca powieść w kronikę z życia Cory'ego. Świat widziany jego oczami, przez pryzmat zaledwie dwunastu lat wygląda trochę inaczej i nie jest tak oczywisty jak świat dorosłego człowieka. Sama fabuła jest wielowątkowa i wielopoziomowa. Zwyczajna codzienność sprawnie przeplata się z poszukiwaniem mordercy, wypadkami losowymi czy spotkaniami z legendarnymi istotami. Autor w umiejętny sposób wiąże ze sobą realizm i fikcję balansując na cienkiej granicy prawdopodobieństwa zdarzeń. Czasem zadawałam sobie pytanie czy to co się przed chwilą stało było prawdopodobne? A może to tylko Cory'ego poniosła wyobraźnia? Dzięki takim zabiegom jeszcze bardziej wtopiłam się w akcję. Zwłaszcza, że autor w kunsztowny sposób igrał z napięciem. Czasem zagęszczał akcję, sprawiał, że nie mogłam się oderwać, by za chwilę zwolnić i dać odpocząć emocjom. 
Jak już wspomniałam powieść ta jest wielopoziomowa. Tuż pod pierwszoplanową, mroczną warstwą sensacyjną, znajdziemy pełną emocji opowieść o dorastaniu i dojrzewaniu, umieszczoną na tle gasnących miasteczek Ameryki lat sześćdziesiątych XX wieku. Bohaterowie przedstawiają sobą wachlarz emocji, są pełnowymiarowi i nieszablonowi. 

"Magiczne lata" są jedną z tych powieści, do których wraca się z niemałą nutką wzruszenia. W niezwykły sposób wyzwala w czytelniku wspomnienia dawnych lat, w których świat każdego dnia był wyjątkowy. Czaruje i uwodzi bogatym obyczajowym tłem, zapiera dech mroczną, kryminalną fabułą i przykuwa uwagę niezwykłą narracją. Moim zdaniem jest to genialna i dopracowana do najmniejszych szczegółów, pełna ciepła i mądrości sentymentalna podróż, którą warto odbyć. Osobiście jestem oczarowana i z ogromną przyjemnością powrócę do niej nie raz. Ze swojej strony daję 10/10. I polecam!!!

Pozdrawiam
ZaBOOKowana

piątek, 5 kwietnia 2019

"Nie otwieraj oczu"- J. Malerman




"Nie otwieraj oczu"
Josh Malerman
Tytuł oryginalny: "Bird Box"
Tłumaczenie: Paulina Broma
Wydanie I
Czarna owca, Warszawa 2019
ISBN: 9788380159693

nr 18 na liście "Książek przeczytanych w 2019 r."








Wybaczcie, że pisuję tak rzadko. Niestety przez ostatni miesiąc dzielę swój czas pomiędzy przygotowania ślubne, pracę i codzienność, a każdą wolną chwilę staram się spędzać z nosem w książkach, by nie zwariować :). Spotkałam wiele ciekawych pozycji, o których mam cichą nadzieję Wam niebawem opowiedzieć. Dziś jednak chciałabym skupić się na jednej, która nie tak dawno spędziła mi sen z powiek. Sami zobaczcie dlaczego.

Wyobraźcie sobie rzeczywistość, w której nie możemy posługiwać się naszym głównym zmysłem- wzrokiem. Twoje oczy osłania opaska, którą zdjąć możesz tylko w bezpiecznym domu. Otacza cię mrok, a uszy atakują dźwięki, które dopiero uczysz się rozróżniać. Pięć lat temu pojawiło się tajemnicze COŚ . Nikt nie wie, co to jest, ani  skąd się wzięło. Wiadomo tylko, że wystarczy jedno spojrzenie, by doprowadzić człowieka do ataku przemocy i samobójstwa. Pozostała garstka ocalałych, a wśród nich Malorie z dwojgiem dzieci. Kobieta decyduje się na niebezpieczną podróż rzeką, w kompletnej ciemności, mając nadzieję, że odnajdzie bezpieczny dom. Mimo, że w Stanach Zjednoczonych książka ta została wydana w maju 2014 roku, to w Polsce o "Nie otwieraj oczu" zrobiło się głośno dopiero przy okazji premiery pełnometrażowej ekranizacji wyprodukowanej przez Netflix.

Trochę sceptycznie popatruję na wszelkie listy bestsellerowe i tak też było z "Nie otwieraj oczu". Chwyciłam ją, niewiele oczekując i jakie było moje zdziwienie gdy utonęłam bez reszty. Już od pierwszych rozdziałów książki można zauważyć, że narracja jest prowadzona dwutorowo. Jednocześnie widzimy zmagania Malorie w czasie rzeczywistym oraz retrospekcje sięgające początków apokalipsy. Skrawkami wydzierane informacje powoli układają się w całość, a reszty grozy dopełnia własna wyobraźnia. Ta forma narracji sprawiła, że całą sobą weszłam w ten świat nie pozostając tylko obserwatorem. Stałam się jedną z ocalałych, dokonywałam wyborów i co najważniejsze bałam się. Na samą myśl o życiu w mroku do teraz przechodzą mnie ciarki. Prosty, lecz malowniczy język i wartka fabuła wciągnęła mnie usadawiając w środku akcji. Jednocześnie pozostawiła sporo pola dla wyobraźni, by ta wykraczała poza ramy książki i błądziła po nowym, mrocznym świecie. Kolejnym atutem książki są bohaterowie - zróżnicowani, nieszablonowi, mają dynamiczną osobowość. Jak przez lupę mogłam obserwować zmiany zachodzące w głównej bohaterce, jej rozterki, rozdarcie pomiędzy chęcią pokazania dzieciom prawdziwego świata, a dbaniem o ich bezpieczeństwo, surowość wymuszona instynktem przetrwania.

"Nie otwieraj oczu" zalicza się do gatunku horror/groza, ale czy straszy? Otóż nie do końca. Nie znajdziemy tu opisów krwawych mordów, szaleńca goniącego turystów po lesie czy potworów zjadających ludzinę na deser. W tym wypadku zagrożenia nie da się tak łatwo zidentyfikować. COŚ miesza ludziom w głowach. Istoty? Promieniowanie? Mamy do dyspozycji jedynie teorie. Wiadomo tylko, że to COŚ zabrało człowiekowi jego podstawową broń- zmysł wzroku, wtrącając go do całkiem nowego, groźnego świata, w którym dopiero uczy się funkcjonować. Bezbronność, ciągły lęk, wzmożona czujność i świadomość ciągłego zagrożenia sprawiły, że chwilami naprawdę się bałam.

Jako, że jestem istotą ciekawską, krótko po przeczytaniu książki postanowiłam sięgnąć po ekranizację. Nie oczekiwałam zbyt wiele i nawet nie czuję się nadmiernie rozczarowana. Scenariusz filmu zasięgnął z książki jedynie szkielet fabuły, twórcy wypełnili go swobodnie kreatywną, sztucznie udramatyzowaną treścią zmieniając całość pod modłę dobrze sprzedającego się filmu. Mamy dobrą obsadę, mamy romans, tragedię, walki, karambole, ale niewiele ma to wspólnego z pierwotną opowieścią. Z drugiej strony cieszę się, że ten szablonowy, mocno wypromowany film sprawił, że książka Josha Malermana trafiła na polski rynek.

Podsumowując. "Nie otwieraj oczu"jest książką, którą docenią miłośnicy nieoczywistej literatury grozy oraz postapo. Choć brakuje jej trochę do mistrzów gatunku, to trzyma dobry poziom i szybko się ją czyta. Jedyne co mogę zarzucić fabule to brak crescendo przy końcu, ale to już oceńcie sami ;)
Z mojej strony polecam i subiektywnie daję 7/10.

Pozdrawiam
ZaBOOKowana

piątek, 15 lutego 2019

"Moja Lady Jane"- C. Hand, B. Ashton, J. Meadows



"Moja Lady Jane"
Cynthia Hand, Jodi Meadows i Brodi Ashton
Tłumaczenie: Maciej Pawlak
Wydanie I
Sine Qua Non, Kraków 2017
ISBN 9788365836182


nr 2 na liście "Książek czytanych w 2019"

dodatkowa pozycja z wyzwania: "10 książek, które chciałam przeczytać ale nie było kiedy"

#wyzwanielubimyczytać2019 Styczeń




"Moja lady Jane" jest pierwszą wspólną powieścią trzech przyjaciółek-autorek. Panie wzięły na warsztat prawdziwą historię krótkiego, lecz burzliwego życia lady Jane Grey i stworzyły jej fantastyczno-humorystyczną wariację. Czy ten eksperyment się udał? Przekonajcie się sami :)

Już od od pierwszych stron autorki zjednały sobie moją sympatię. Ich szczere postawienie kawy na ławę i otwarte stwierdzenie: historia lady Jane była taka, ale my opowiemy Ci lepszą, kupiła mnie doszczętnie. Uwielbiam prostolinijność i bezpośredniość wobec czytelnika, zwłaszcza jeśli jest okraszona humorem i lekkością. Sam pomysł wyciągnięcia kawałka burzliwej historii, odarcia jej z tragicznych wydarzeń, wrzucenia do fantastycznego, pełnego magii świata i zawarcia w książce młodzieżowej już na pierwszy rzut oka wydaje się intrygujący. Przy takim eksperymencie wiele zależy od wykonania, a w tym wypadku panie podołały w 100%. Fabuła płynie wartko, jest lekka, spójna, zabawna. Postaci pełne, choć niezbyt dynamiczne, ale świetnie wkomponowane w całokształt powieści. Bardzo mi się podobało, że mimo iż jest to literatura młodzieżowa, to nie trąciła ckliwością i tanią lukrową romantycznością. Czytałam tę opowieść z niezwykłą przyjemnością.

Podsumowując. Eksperyment obejmujący alternatywną wersję losów lady Jane się udał. Panie stworzyły nietuzinkową powieść młodzieżową pełną zwrotów akcji, lekką, zabawną oraz co najważniejsze- nieprzesłodzoną. "Moja lady Jane" nadaje się idealnie na spokojne, relaksacyjne wieczory, na wszelaką chandrę oraz jako przerywnik pomiędzy ambitniejszymi tytułami. Co ciekawe autorki wzięły na warsztat również postacie takie jak Jane Eyre("Moja Jane Eyre" wyd. w sierpniu 2018r) czy Calamity Jane (planowana  na czerwiec 2020r). Ja bawiłam się świetnie i obiecuję, że jak tylko zapoznam się powieścią Charlotte Brontë, postaram się sięgnąć także po jej wersję alternatywną. Ze swojej subiektywnej strony daję mocne 7/10. Polecam :)

Pozdrawiam
Marta
ZaBOOKowana :)