czwartek, 19 kwietnia 2018

Cykl: Szóstka wron- L. Bardugo


"Żadnych żałobników. Żadnych pogrzebów."
~Leigh Bardugo, Szóstka Wron

 Na Szóstkę Wron natrafiłam podczas jednego z wypadów do Miejskiej Biblioteki Multimedialnej. Od pewnego czasu odkryłam, że to bardzo ciekawe miejsce :). Już wcześniej cykl ten przykuł moją uwagę, swą ładną oprawą oraz ciekawym zarysem fabuły, więc czemu nie miałabym spróbować? 

Opowieść Leigh Bardugo składa się z 2 części: Szóstka Wron oraz Królestwo Kanciarzy. Obie wydane w twardych oprawach z pięknymi grafikami oraz farbowanymi brzegami stron przyciągają wzrok każdego czytelnika. Wewnątrz znajdziemy historię Kaza Brekkera, który zachęcony ofertą zarobienia dużych pieniędzy szuka osób wystarczająco zdesperowanych oraz wyjątkowo niebezpiecznych by podołać samobójczej misji. Szóstka najgroźniejszych wyrzutków w mieście łączy siły by sprostać zadaniu i uda im się, o ile nie pozabijają się nawzajem...

Dylogia Szóstka Wron to moje pierwsze spotkanie z twórczością Leigh Bardugo. Po krótkim zapoznaniu się z zarysem fabuły, wydała mi się nieco sztampowa, a fakt, że zalicza się do współczesnych młodzieżówek sprawił, iż patrzyłam na nią z przymrużeniem oka, spodziewając się miłostek, błahostek i westchnień. Mimo to, było w niej coś, co mnie intrygowało i przyciągało. Po wysłuchaniu kilku rozdziałów czytanych przyjemnym, szorstkim głosem Janusza Zadury (który idealnie wkomponował się w fabułę) wiedziałam, że się pomyliłam. Oto dostałam kawał dobrej fantastyki z wartką akcją oraz wyrazistymi i dojrzałymi postaciami. Wciągnęłam się od razu i w każdej wolnej chwili słuchałam kolejnych fragmentów. Do samego końca nie mogłam uwierzyć, że bohaterowie mają po "naście" lat. Cały czas w mojej wyobraźni widnieją jako dojrzali ok. 30 latkowie, z bagażem doświadczeń i umiejętnościami szlifowanymi latami. Nie mogłam się nadziwić przenikliwemu umysłowi Kaza, umiejętnościom skrytobójczym Zjawy, sile Matthiasa czy sprytowi Jespera, a razem z talentem magicznym Niny i pochodzeniem Wylena stworzyli grupę, która może dokonać wszystkiego. Z zachwytem przyglądałam się jak Brekker manipuluje rzeczywistością, jak wywija się z kłopotów i wyślizguje z szponów wrogów. Kolejną zaletą bohaterów jest ich przeszłość, każdy z nich ma swoje mocne, ale także słabe strony, a co najważniejsze, swoją własną historię. I choć celem są pieniądze, to dla każdego z nich, znaczą one coś innego: wolność, powrót do domu, zemstę, spłatę długów... Sama fabuła gna jak szalona, chwilami zapiera dech w piersiach i gdy już, już prawie wiem, że komuś powinie się noga, następuje zwrot. Wow! Tego mi było trzeba!
Leigh Bardugo wzorując się na popularnej kanwie stworzyła barwną, wyrazistą historię, którą czyta (lub jak w moim przypadku słucha) się z ogromną przyjemnością. Szóstka Wron zachwyci zarówno rządnego przygód młodzieńca jak i dorosłego fana fantastyki. Wartka akcja oraz postaci, obok których nie da się przejść obojętnie nie pozwalają się oderwać aż do ostatniej strony. Dodatkowym atutem jest piękne wydanie papierowe. Ze swojej strony daję 8/10 i polecam :)

Zaczytanego wieczoru :)
ZaBOOKowana

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Mitologia Słowiańska- J. Bobrowski, M. Wrona

"Dzieci powstały niechętnie, mrużąc zaspane oczy i garnąc się do tlącego się żarem paleniska. Stary spojrzał się na nie z miłością i zadrżało w nim czułe słowiańskie serce. 
Pomyślał bowiem, że dopóki są dzieci, które o dawnych pamiętają bogach, stara wiara nie zginie."
~ J. Bobrowski, M. Wrona, "Mitologia Słowiańska"



Znacie mnie już dobrze i wiecie, że jak tylko zwęszę jakąkolwiek legendę, baśń lub mitologię w pobliżu to już muszę ją przeczytać. Takiej premiery jak ta zwyczajnie nie mogłam przegapić. Niecierpliwie przebierałam nogami czekając na swoją kolej w bibliotece. Troszkę to trwało, widocznie takich zapaleńców jak ja było wielu ;) , aż nadeszła moja kolej i mogłam zatopić się w wierzeniach naszych przodków.

Mitologia Słowiańska jest podróżą po fascynującym świecie wierzeń naszych przodków. Złożona na podstawie opracowań naukowych z dziedziny historii, religioznawstwa czy językoznawstwa i ubrana w śpiewny, nieco baśniowy język, prezentuje sylwetki bogów, demonów i herosów. Dodatkowo całości dopełniają piękne ilustracje i twarda oprawa.

Mitologia Słowiańska jest dokładnie tym czego oczekiwałam. Nie jest to naukowy wywód, lecz baśniowa opowieść o początkach świata według Słowian. Lekka, przyjemna, w sam raz na pierwsze spotkanie z mitologią naszych przodków. O absurd zakrawa fakt, że Polacy mając w małym paluszku mitologię grecką, rzymską czy nordycką, tak naprawdę nie znają własnych korzeni. Na ten brak wiedzy wpływało również to, iż podania słowiańskie przekazywane z ust do ust, rzadko kiedy zostały spisywane, a chrześcijańskie krucjaty niszczyły skrzętnie wszelkie dowody istnienia pogan. W chwili obecnej słowiańskość ulega swoistemu odrodzeniu (kulty neo-pogańskie, pogadanki w szkołach) lecz czasem mam wrażenie, że wstydzimy się wszystkiego co było przedchrześcijańskie w naszej historii czy kulturze, a to tak ważne by znać swoje korzenie. Pamiętajmy, że ślady dawnych obrzędów możemy zauważyć w naszej codzienności: malowanie jaj na Wielkanoc, ubieranie choinki, puszczanie wianków czy do dziś praktykowane na niektórych wsiach, pozostawianie miseczki mleka/okruchów na progu.

Zbiór Bobrowskiego i Wrony nadaje się idealnie na swoją pierwszą podróż ścieżkami wierzeń naszych przodków. Jej lekkość i bajkowość sprawia, że to książka tak samo dobra dla dzieci jak i dorosłych. Zachęca do dalszych poszukiwań i dostarcza podstawowych informacji by czytelnik stworzył w swojej głowie obraz dawnych czasów, gdy po naszych ziemiach stąpali bogowie, za każdym rogiem czaił się wąpierz lub inna zmora, a czasem, w trakcie burzy można było ujrzeć starcie smoków i żmijów. Jestem oczarowana, daję 8/10 i polecam z całego serca :).

Magicznego dzionka
ZaBOOKowana ;)

wtorek, 3 kwietnia 2018

Ścianka Działowa- I. Sowa




""...Kiedy pojawiamy się tu, na Ziemi, jesteśmy przegrani, już na starcie. Przegrani, bo umrzemy. Przegrani, bo nie decydujemy prawie o niczym ważnym. Przegrani, bo nie możemy zmienić tego, na czym najbardziej nam zależy. Ale w tej z góry przegranej wojnie, możemy coś pokazać: piękne gesty. Nazywam to odchodzeniem z klasą..."
~Izabela Sowa,"Ścianka działowa"


Ściankę Działową  otrzymałam w prezencie urodzinowym. Na pierwszy rzut oka wydała mi się całkowicie "nie moja" i wstyd przyznać, ale odłożyłam ją w kąt na tzw. "kiedyś". Ten stan zawieszenia nie trwał długo, w trakcie zamieszania związanego z przeprowadzką, przyszła pora także na tę pozycję. Czy faktycznie okazała się "nie moja", a może koleżanka ma lepszego nosa niż ja ;) ?

Jak myślicie, co może wywrócić do góry nogami spokojne życie? Czy może to być cienka, kartonowo-gipsowa ścianka działowa, przeoczony karminowy sweter, czy rozbita filiżanka? Te niby niepozorne drobiazgi, które zazwyczaj delikatnie zaburzają poukładaną monotonię, tym razem,wstrząsnęły codziennością Dionizego Fiotronia. Zaczął podejrzewać żonę o zdradę, lecz świadomy braku konkretnych dowodów i zaplątany we własną sztywną poprawność, zamiast porozmawiać z małżonką, sięga po usługi nietypowej i tajemniczej pani detektyw- Brzytwy. Kobieta obiecuje pomóc w rozwiązaniu sprawy żądając za tę usługę... tygodnia jego życia. Zdesperowany Fiotroń przystaje na ten nietypowy warunek, choć nie zdaje sobie sprawy jak bardzo te siedem dni zmieni jego perspektywę na wiele niepozornych spraw stając się dla niego przebudzeniem z bardzo aktywnego letargu.

Z początku  Ścianka Działowa irytowała mnie i przez chwilę miałam nawet ochotę jej nie wysłuchać, rzucić w kąt i zapomnieć. Ten jowialny, krzykliwy ton i prostota chwilami przechodząca w prostactwo, w której utrzymywano powieść była wybitnie "nie moja" i wydała mi się niespójna z fabułą. To głownie szczupłość książki i fakt, że jest ona prezentem przekonała mnie, że wypada dać jej szansę. Tak też się stało i powiem Wam szczerze- nie żałuję. Z czasem zauważyłam, że ten wydźwięk, który tak działał mi na nerwy, był ciekawym narzędziem zastosowanym przez autorkę. Izabela Sowa zgrabnie manipulując stereotypami, wyostrzając niektóre wady i przywary postaci, a inne cechy umniejszając tworzy bohaterów, którzy każdym calem (zarówno wyglądem jak i zachowaniem) są tym kim są. Głośna, kąśliwa, posunięta w latach plotkara? Oczywiście pani z warzywniaka. Duży, łysy, niezbyt bystry? Narodowiec. Panna wymalowana, w krótkiej spódniczce, żująca gumę i co chwilę wtrącająca "No nie?" lub "Ku#wa"? Któż by inny jak osiedlowa dziunia. No i wreszcie nasz Dionizy- skryty, poukładany do granic możliwości, czujący się bezpiecznie tylko i wyłącznie w obrębie niezmiennego planu dnia, miesiąca, roku... Poruszający się w strefie ograniczonej przez przyzwyczajenia, egoizm, poprawność i sztywny, wyprasowany kołnierzyk koszuli. Wszelkie namiętności, pasje czy marzenia są mu obce, a życie przypomina bezpieczną wegetację. Stereotypizacja zastosowana przez autorkę sprawiła, że każda postać, nawet ta pojawiająca się na chwilę, była bardzo charakterystyczna, zabawna i zapadała w pamięć, a sama historia nabrała lekkości. Z pozoru, ponieważ pod warstwą wartkiej, ironicznej, humorystycznej i pełnej błyskotliwych obserwacji opowieści o małżeńskim śledztwie, znalazłam swoiste przesłanie jak żyć w pełni i nie rozmieniać siebie na drobne.

Podsumowując. Choć na pierwszy rzut oka Ścianka Działowa wydaje się dość niepozorna, lekka i zabawna, ukrywa w sobie drugie dno, skłaniając czytelnika do refleksji. Jeśli lubicie dobrze się bawić, czytając coś wartościowego, ta książka jest dla Was. Jeśli nie zapoznaliście się z podobnym tworem, warto spróbować! Mimo swoich zwątpień cieszę się, że nie zrezygnowałam z tej książki, a chwilami nawet zastanawiam się czy nie wysłuchać jej ponownie... Hmm... tylko uważniej :) Od siebie daję 6/10 i polecam :)

Miłego popołudnia :)
ZaBOOKowana

czwartek, 22 marca 2018

Drużyna- J. Flanagan


Ponad miesiąc temu wpadłam do biblioteki młodzieżowej oddać książkę, a przy ladzie stało sobie (jakby nigdy nic) i błyszczało zachęcająco 6 tomów Drużyny Johna Flanagana. "To jakiś quest?"- pomyślałam.- "Hmm... Challenge accepted!". Nie mogłam przepuścić takiej okazji, to było przeznaczenie ;). Spakowałam wszystkie w plecak i dziarskim krokiem ruszyłam w kierunku domu by zatracić się w odmętach Skandii.

Każdy skandyjski chłopiec marzy o tym by osiągnąć 16 lat, przystąpić do turnieju drużyn, wygrać i wreszcie stać się prawdziwym wojownikiem. Główny bohater- Hal Mikkelson jest synem uznanego skandyjskiego wojownika i aralueńskiej matki. Nie odziedziczył po ojcu potężnej postury i imponującej siły mięśni, na tle współziomków wydaje się słaby, mały, niewart złamanego miedziaka... Kiedy Hal staje na czele jednej z drużyn złożonych z jemu podobnych, wyrzutków i odszczepieńców, wie, że walka o zwycięstwo będzie trudna. Zmierzy się z kwiatem skandyjskiej młodzieży, mając po swojej stronie tylko spryt, inteligencję, hart ducha oraz przyjaciół. Czy to wystarczy by poprowadzić ich do zwycięstwa? Jak potoczą się losy tej niezwykłej drużyny?

Powrót do świata Zwiadowców był jak odwiedziny w rodzinnym mieście. Miło było wędrować palcem po znajomej mapie, trafiać w miejsca pełne wspomnień z poprzedniego cyklu i spotykać dawnych przyjaciół. Wszystko znajome i dawne, a jednak w nowej, świeżej odsłonie i w nowym miejscu- Skandii. Ten niezwykle wojowniczy, oddany i jowialny naród już dawno skradł me serce, a wieść o tym, że akcja Drużyny dzieje się właśnie tam sprawiła, że zacierałam ręce wyobrażając sobie tę ucztę czytelniczą. Teraz śmiało mogę powiedzieć, że nie pomyliłam się ani trochę. Lekki styl, humor i wartka fabuła sprawiały, że płynęłam przez opowieść, a czas mijał nieubłaganie. Jednak największym plusem dla mnie byli bohaterowie. Uwielbiałam patrzeć jak tytułowa zgraja wyjątkowych, tak różnych od siebie młodzieńców i jednej dziewczyny, współpracuje jak dobrze naoliwiona maszyna. Hal- urodzony skirl, taktyk i konstruktor, choć dość niepozornej budowy; Stig- lojalny pierwszy oficer i wybitny wojownik, lecz trochę impulsywny; Thorn- doświadczony, jednoręki wojownik, którego sława dawno minęła, ale nie spryt; Ulf i Wulf lub Wulf i Ulf (kto by tam ich rozpoznał)- świetnie zgrani bliźniacy, których największą rozrywką było wprowadzanie zamętu; Ingwar- rosły i niesamowicie silny choć krótkowzroczny; Stefan- niepozorny, lecz świetnie potrafiący naśladować dźwięki, Jesper- sprytny i szybki złodziejaszek, Edvin- kucharz i medyk, a także chodząca encyklopedia oraz niezwykle piękna i utalentowana łowczyni- Lydia, niesamowicie uzupełniają się i tworzą niezwyciężoną drużynę Czapli. I jak tu ich nie uwielbiać? Ja od początku wpadłam w wir akcji, razem z nimi mokłam podczas sztormów, uwijałam się przy szotach, czułam wiatr we włosach, a nawet łapałam za miecz i ramię w ramię ruszałam na wrogów. Wow! To była wspaniała przygoda, którą chłonęłam pełną piersią, a tomy uciekały jak szalone. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, także i ta wyprawa miała swój kres i przyszło mi pożegnać Czaple. Jednak widniejąca w oddali majowa premiera kolejnego tomu Zwiadowców ocierała łzy rozstania i napawała nadzieją kolejnej, ciekawej historii.

Jeśli znacie poprzedni cykl Flanagana, nie bójcie się. Choć Zwiadowcy postawili poprzeczkę bardzo wysoko, jednak Drużynie udało się sprostać wyzwaniu i to w pięknym stylu. Jeśli nie znacie twórczości tego autora to z całego serca polecam! Opowieści te oczarują zarówno młodzież jak i dorosłych, chłopców i dziewczęta, miłośników literatury, a także niedzielnych "czytaczy". Z mojej strony daję 8/10 i czekam na więcej! ;)

Ahoj przygodo!
ZaBOOKowana

piątek, 16 marca 2018

Druga Szansa- K. B. Miszczuk


Druga Szansa jest kolejną przesłuchaną przeze mnie książką podczas prac przeprowadzkowych i jednocześnie pierwszym zetknięciem z twórczością Katarzyny Bereniki Miszczuk. Sam audiobook upolowałam dawno temu na wrocławskiej wyprzedaży i tak leżał spokojnie zafoliowany czekając na swoją kolej ;).

Druga Szansa to tajemnicza i mroczna opowieść z pogranicza urban fantasy. Główna bohaterka, Julia, budzi się i z przerażeniem stwierdza, że nic nie pamięta, nie poznaje swojego odbicia w lustrze, nie ma pojęcia kim jest, a wszędzie dookoła niej krążą kruki. Dowiaduje się, że jest ośrodku zajmującym się zaburzeniami pamięci, a jej rodzina zginęła w pożarze. Jedynie Julii udało się przeżyć, choć na skutek odniesionych obrażeń straciła pamięć. Dziewczyna jest zagubiona, terapia nie przynosi zamierzonych efektów, a ją samą zaczynają nachodzić tajemnicze wizje, wspomnienia, a czasem słyszy głosy proszące by się obudziła. Z czasem Julia zaczyna podejrzewać, że w tym ośrodku coś jest nie tak, a może to z nią jest coraz gorzej?

Choć w świat Drugiej Szansy weszłam z rozpędu to bardzo szybko znalazłam w nim swoje miejsce. Przycupnęłam niedaleko głównej bohaterki i niemałym zainteresowaniem obserwowałam jej zmagania z rzeczywistością. W pewnej chwili zaczęłam sama snuć domysły, czy to władze ośrodka ukrywają prawdę, czy może dziewczyna traci resztki poczytalności. Sam problem zaburzeń pamięci czy chorób psychicznych jest dość niejednoznaczny i trudny. Dylemat pt: "kto się myli, ja czy otoczenie? mam zaufać terapeutom czy własnym chwiejnym zmysłom?" umiejętnie przedstawiony przez autorkę, świetnie manipulował napięciem i nadawał tempo fabuły. Chwilami przerywałam dotychczasową pracę by bardziej skupić się na akcji. Autorka zasługuje również na wielkiego plusa za pomysł, nietuzinkowe zakończenie i bardzo dobrze przeprowadzoną narrację pierwszoosobową. Udało jej się w wyjątkowy sposób przykuć moją uwagę do książki na tyle, że w wolnych chwilach rozmyślałam nad fabułą, analizowałam fakty i rozważałam nad potencjalnymi zakończeniami. Opowieść ta pochłonęła mnie bardzo i trochę żałowałam, że tak szybko się skończyła. Jest tylko jeden mały minusik, a mam na myśli wątek miłosny, który jest skazą na całej książce. No, może nie sam watek, lecz forma w jakiej został on wrzucony w fabułę, która na tle ogólnej, tajemniczej i mrocznej koncepcji, wyróżnia się swoją ckliwością rodem z tanich, cienkich i śmiesznych romansideł. Na szczęście tych westchnień i głębokich spojrzeń w oczy nie jest za wiele, więc jeśli przymknie się na nie oko, to cała opowieść wywiera bardzo dobre wrażenie.

Druga Szansa jest dobrą, lekką lecz trzymającą w napięciu opowieścią. Oczaruje każdego fana urban fantasy i nie tylko. Nie jest to może mistrz gatunku, jednak przygoda w Drugiej Szansie była niezwykle przyjemna. Daję mocne 6/10 i polecam :)

Przyjemnego piątku :)
ZaBOOKowana

poniedziałek, 12 marca 2018

Alicja- J. Piekara


Przykro mi, że zaniedbałam Was trochę ostatnio, ale postaram się teraz nadrobić wszelkie braki i to szybko. Spontaniczna przeprowadzka zmusiła mnie do odstawienia książek na boczny tor. Postanowiłam więc (jak na książkoholika przystało) nie marnować czasu spędzanego przy sprzątaniu, układaniu czy krzątaniu się i wydobyłam z czeluści szafy, nieprzesłuchane jeszcze audiobooki. Pierwszym z nich była Alicja Jacka Piekary, która już na samym wstępie bardzo mnie zaskoczyła. Ale czy pozytywnie? :)

Główny bohater, Aleks, jest dziennikarzem, a ściśle mówiąc- był. Porzucił pracę, wygodne życie, miłość, dla marzenia o własnym scenariuszu i to nie byle jakim scenariuszu. Miało to być "dzieło życia", lecz z czasem stało się kamieniem u nogi ciągnącym w dół. Jednak upór i niechęć do przyznania się, że "nie wyszło" pchało go dalej po równi pochyłej, pieniądze ubywały, a frustracja rosła. Pewnego dnia do jego drzwi puka czternastoletnia dziewczynka by przeprosić za wybitą szybę. To z pozoru zwykłe spotkanie staje się początkiem niezwykłej relacji między nimi i zmienia całkowicie dotychczasowe życie Aleksa.

Alicja dała mi solidnego pstryczka w nos i przypomniała, że nie ocenia się książki po okładce. Otóż Jacek Piekara kojarzył mi się zawsze z fantastyką, a okładka Alicji (swoją drogą intrygująca) utwierdzała mnie w  przekonaniu, że sprzątanie umilę sobie jakąś lekką fantastyką. Może wariacją na temat Alicji w Krainie Czarów? Błąd! Następnym razem dwa razy przeczytam opis książki, zanim się za nią zabiorę, by znów nie zaszufladkować błędnie jakiejś pozycji. :)

Do rzeczy. Z początku trudno mi było odnaleźć się w tym, do bólu, rzeczywistym świecie. Dopiero z czasem, gdy porzuciłam ostatnią nadzieję na ujrzenie choć skrawka fantasy, udało mi się trochę zaaklimatyzować. Trwało to dość długo, ponieważ, ani szaro-bury świat, ani tytułowa Alicja, ani Aleks nie dali się polubić. Ona- pewna siebie, śmiała, bezpośrednia, ale także skryta i dość mocno doświadczona przez życie nastolatka. On- egoistyczny, wycofany, zagłębiony w niemocy twórczej osobnik, który woli godzinami rozmyślać nad swoją sytuacją zamiast wcielić w życie choćby jedno rozwiązanie. Jakby tego było mało, autor dołożył od siebie jeszcze, prowadzoną przez Aleksa narrację pierwszoosobową. Jego ciągłe narzekania na świat pełen beznadziei, niemoc twórczą, stereotypy i ogólną bezsilność oraz swoiste zblazowanie bohatera, irytowały mnie bardzo, jednak częste, nieudolne próby wybiegania w przyszłość w stylu: "powiedziała, gdy umierała mi na rękach... jednak o tym później" psuły całkowicie już wątły nastrój i doprowadzały mnie do pasji. Miałam ogromną ochotę przerwać słuchanie tej książki, co mi się nie zdarza zbyt często. Jednak pojawiło się coś, co przykuło moją uwagę, a mianowicie ta niezwykła kiełkująca relacja między dojrzałą dziewczynką, a samotnym mężczyzną. Dla osób postronnych mogła uchodzić za niezdrową, ocierającą się o pedofilię, gorszącą, jednak w rzeczywistości czysto platoniczną i zdystansowaną znajomością, w której prym wiodła Alicja. To ona wiedziała kiedy wstrząsnąć Aleksem, kiedy porozmawiać, a kiedy nie zrobić nic. Miałam wrażenie, że prowadzi go za rączkę jak dziecko, układa mu życie i stawia do pionu. Ta zamiana ról, wulgarność przekazu, małostkowość i płytkość bohaterów niestety w znaczny sposób zamazywała obraz tego, co w tej opowieści było najciekawsze. Sami wiecie, że nie stronię od bardziej krwawych czy "soczystych" kawałków, ale wszystko musi mieć odpowiednie miejsce, w tej opowieści go zabrakło.

Podsumowując. Moim daniem, ten eksperyment literacki się Jackowi Piekarze nie udał. Zamiast świeżej, intrygującej opowieści mamy odgrzanego kotleta a'la Lolita- Nabokowa zmiksowanego z filmem Sara. Zdecydowanie osobno smakowałyby lepiej. Po kolejne części już nie sięgnę i nawet nie mam  przez to wyrzutów sumienia ;) Daję od siebie naciągane 3/10 :)

Przyjemnego popołudnia :)
ZaBOOKowana


czwartek, 22 lutego 2018

To Nie Jest Kraj Dla Starych Ludzi- C. McCarthy




Każda chwila życia jest punktem zwrotnym i w każdej dokonuje się wyboru. Kiedyś go dokonałaś. Wszystko później było jego następstwem. Raz narysowany kształt nie da się zmienić. Nie można wytrzeć ani jednej kreski. Nie wierzę, że wypadłby orzeł zgodnie z twoim życzeniem. W jaki sposób? Droga człowieka na tym świecie rzadko się zmienia, a jeszcze rzadziej raptownie. Twoją drogę było widać od samego początku.
 
~Cormac McCarthy, "To nie jest kraj dla starych ludzi"

Wciąż towarzyszą mi emocje związane z Drogą - Cormaca McCarthy, mimo iż minęło już parę lat,  od kiedy czytałam tę książkę. Planując tegoroczne wyzwanie zapragnęłam sięgnąć po inną pozycję tego autora i trafiło na: To nie jest kraj dla starych ludzi. Pełna słomianego zapału pobiegłam w podskokach do biblioteki i wróciłam ze zdobyczą oraz... naręczem innych książek. ;)

To nie jest kraj dla starych ludzi opowiada o zmieniającym się świecie. Akcja rozgrywa się w pobliżu gorącej granicy amerykańsko-meksykańskiej. Przemyt, narkotyki i duże pieniądze na stałe wplecione pomiędzy życie zwykłych ludzi. Główny bohater, Llewelyn Moss, podczas polowania nad rzeką Rio Grande dociera do miejsca, w którym niedawno doszło do sprzeczki gangów. Rozstrzelane samochody, sporo trupów, narkotyki,walizka pieniędzy i... żadnych świadków. Moss postanawia zabrać pieniądze i uciec, aby gdzieś daleko, wraz z żoną rozpocząć nowe życie. Nie zdaje sobie sprawy, na jak wielkie niebezpieczeństwo naraża ich oboje. Uczestnicy niedoszłej transakcji nie spoczną, póki nie odzyskają swojej własności.

W przeciwieństwie do Drogi, która wręcz wrzuciła mnie w świat pełen beznadziei, nie dając czasu na zastanowienie się czy aklimatyzację, To nie jest kraj dla starych ludzi niespiesznie lecz dokładnie rysował przede mną obraz rzeczywistości. Z początku zwyczajnej, wręcz codziennej, jednak z czasem ciężkiej i mrocznej. To decyzja głównego bohatera, o wzięciu mafijnych pieniędzy była punktem zwrotnym, który tak wyraźnie zmienił klimat powieści. Autor w mistrzowski sposób grając atmosferą, gasił wszelką nadzieję, że wszystko się uda. Z każdą kolejną stroną czułam jak topór kata zbliża się do szyi skazańca, słyszałam wręcz tykanie zegara odliczającego pozostałe minuty... sekundy... Autor nie pozostawił wątpliwości, że decyzja Llewelyna była równoznaczna z wyrokiem, a reszta jest tylko kwestią czasu. Mimo tej świadomości, gdzieś w głębi kibicowałam mu, wbrew logice. Nie potrafiłam się pogodzić, że już nic nie można zmienić. Że klamka zapadła...
Ogromnym atutem książki jest jej narracja, częściowo trzecioosobowa relacja ustępowała chwilami miejsca, pierwszoosobowym przemyśleniom strażnika Bell'a- podstarzałego policjanta, który stara się odnaleźć w nowym, zmieniającym się świecie. Mężczyzna śledzi losy Mossa oraz podążającego jego śladami Chigurh'a, zostawiającego za sobą tylko śmierć. Stare, fundamentalne wartości ustępują miejsca nowym. Stabilne filary prawa i szacunku chwieją się w posadach, a starzy ludzie wraz ze swoim światem, zostają odsunięci na dalsze tory. Wszystko się zmienia, kartele narkotykowe wychodzą z podziemi, a ich porachunki coraz częściej dotykają niewinnych osób. To nie jest kraj dla starych ludzi... i to przygnębiało mnie najbardziej. Chcąc, nie chcąc, zatrzymywałam się na chwilę by rozejrzeć się po własnej rzeczywistości i choć nie na taką skalę, to co widziałam, niewiele odbiegało od rozważań stróża prawa. Hmm...

To nie jest kraj dla starych ludzi jest, jak na Cormaca McCathy'ego przystało, napisaną w chirurgicznie okrojony sposób powieścią, która rozwija się do swojej pełnej postaci dopiero w umyśle czytelnika. W niezwykły sposób porusza fatalistyczne i mroczne struny wewnątrz nas, o których mamy ochotę zapomnieć oraz zmusza do zastanowienia się nad otaczającą nas rzeczywistością. Autor w mistrzowski sposób stwarza atmosferę, która powolnym, swoistym rytmem prowadzi nas przez całą powieść wypełnioną soczystymi i wyraźnymi postaciami. Jeśli macie ochotę na poważną, dopracowaną powieść, polecam. Sama nadal pozostaję pod ogromnym wrażeniem kunsztu autora i zapewniam Was, że nie raz jeszcze sięgnę po inne jego książki. Tymczasem daję mocne 9/10 i polecam!

Miłego wieczoru :)
ZaBOOKowana